Minęły dwie godziny, które przegadałam z Draco. Powiedziłam mu o wszystkim, i poczułam się trochę lepiej. Nie mogę wiecznie myśleć, "co by było gdyby..", tylko wziąć się w garść.. a przynajmniej spróbować.
Chcąc nie chcąc musiałam go w końcu wygonić (chociaż zapierał się rękami i nogami - typowy uczeń domu Węża..), ponieważ impreza miała się zacząć za dwie godziny. Nawet nie wiem, czy zdążę się przygotować.. chociaż mi wystarczy pół godziny, ale chcę mieć trochę czasu dla siebie.
Pansy wraz z Astorią i Dafne szykują się cały dzień. Naprawdę jestem zaskoczona, że idą, ponieważ nie można wchodzić bez zaproszenia. Głównymi sponsorami i organizatorami są Draco, Blaise i Alex, a ja tylko wybierałam dekoracje. Nie wiem, który z nich je zaprosił.
Kretynki..
Myślałam, że wszystko odbędzie się jutro, ale chłopaki zawsze muszą coś odwalić.. ech, nawet nie mogę mieć ani chwili spokoju!
- No, Alys weź się w garść - mruknęłam do siebie, po czym otworzyłam moją szafę. Jak zwykle nie miałam się w co ubrać. Jednak najpierw muszę powiadomić Hermionę o imprezie, bo nie może jej zabraknąć. Nawet nie wiem, czy przyjdzie. Musi.
Chyba zrobię jej niespodziankę. Po krótszym zastanowieniu się, wyjęłam z szafy zielon-srebrną sukienkę. Góra była ciemnozielona, a dół posrebrzany. Całość była ozdobiona dużym czarnym pasem, który łączył oba kolory. Kreacja była opinana w biuście, więc nie miała rękawów. Wzięłam do niej szpilki na niestety dość wysokim obcasie. Wzięłabym zwykłe adidasy, ale nie chcę podkreślać mojego niskiego wzrostu.
Wszystko delikatnie położyłam na szmaragdowej pościeli, żeby się nie pogniotło.
Z uśmiechem wyszłam z dormitorium, nudząc jakąś piosenkę pod nosem. Przygotowania do imprezy uwijały się dość sprawnie, gdyż chłopakom zostało jedynie oświetlenie. Widać, że się postarali.
- A ty gdzie idziesz? - zapytał mnie Alex, kiedy niepostrzeżenie chciałam się wymknąć.
- Do Miony - odpowiedziałam szczerze.
- A mogę iść z tobą? - zapytał, na co poręciłam przecząco głową - a co, zakochałeś się?
- Moja miłość stoi naprzeciwko mnie - westchnął, a ja teatralnie odwróciłam się - gdzie? Masz na myśli Zabiniego?
Parsknął cicho, po czym zrobił skrzywioną minę.
- Nie! Ja go nie lubię, bo nie chciał mi dać cukierków, z no wiesz, takim białym czymś.. - poskarżył się.
Czarnoskóry odwrócił się w naszą stronę.
- Słyszałem! Moja miłość nie została odwzajemniona. Przez was jest mi bardzo, bardzo smutno! - zaszlochał.
Popukałam się w głowę, po czym wyszłam z Pokoju Wspólnego Slytherinu. Dlaczego muszą otaczać mnie same walnięte osoby?
~*~
Stałam przed portretem Grubej Damy i czekałam, aż ktoś będzie wchodził. Zostało mi bardzo mało czasu - półtorej godziny. Jednak wypadałoby mi przyjść wcześniej, żeby nadzorować sytuację. Nie mogę się spóźnić.
- Wpuść mnie, ty wielki portrecie! - jęczałam, ale obraz za wszelką cenę nie chciał się przesunąć. Groźby, krzyki i wyzwiska nic nie pomagały. Nie mam zamiaru prosić. Aż do takiego stopnia się jeszcze nie zniżyłam.
W końcu jakiś pierwszoroczny chciał wejść, ale go zatrzymałam.
- Ej, mały! Powiedz mi, jakie jest hasło!
Chłopiec spojrzał się na mnie z lękiem.
- Nie mogę, przepraszam.
Uśmiechnęłam się w jego stronę, co kosztowało mnie dużo, dużo wysiłku. Przeklęty bachor!
- Ja ci nic nie zrobię. Znasz Hermionę Granger? Muszę z nią pilnie porozmawiać.. - zachęcałam go, a malec w końcu się zgodził.
- Fasolki wszystkich smaków - powiedział w końcu, a obraz niechętnie odsunął się. Szybko weszłam do środka.
- Dzięki - wydukałam z siebie, przewracając oczami.
Na moje nieszczęście był tu chyba cały Gryffindor. Oczywiście każdy patrzył się na mnie z nienawiścią. Można było usłyszeć ciche okrzyki:
- Co ona tu robi?! Jest ze Slytherinu..
Jednak w domu Węża człowiek ma większą wartość. Nie każdy, ale większość tak..
- LUDZIE! - wydarłam się na cały Gryffindor, a wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie. Weszłam na stolik, dzięki temu każdy mógł mnie zobaczyć - JAKO WSPÓŁORGANIZATORKA MAM ZASZCZYT- ALBO I NIE - ZAPROSIĆ WAS NA NAJLEPSZĄ IMPREZĘ W HOGWARCIE. OCZYWIŚCIE ZE WZGLĘDU NA NAPOJE WYSOKOPROCENTOWE, CZYLI DLA NIEKUMATYCH ALKOHOL, MOGĄ PRZYJŚĆ TYLKO SIÓDME ROCZNIKI. BĘDZIEMY SPRAWDZAĆ, CZY NIE OSZUKUJECIE! UWIERZCIE, JAO NALEPSI ORGANIZATORZY MAMY NIEZAWODNE SPOSOBY! WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ DZISIAJ NA OSIEMNASTĄ. NIE MARTWCIE SIĘ O HASŁO, PONIEWAŻ WPUSZCZĄ WAS NASI OCHRONIARZE, CZY JAK TAM ICH NAZYWACIE. NIE ODPOWIADAMY ZA ZŁAPANIE U NAUCZYCIELI. DZIĘKUJE ZA UWAGĘ - zaończyłam, po czym z gracją zeskoczyłam ze stolika.
Ku mojemu rozczarowaniu Miony nigdzie nie było, a przynajmniej nie mogłam jej zauważyć.
Tak jak za każdym razem, gdy tu przebywam czuje jedynie obrzydzenie. Ten salon w ogóle nie ma gustu i jest stanowczo za mały. Nie wiem, czemu wszyscy Gryffoni są z nieg dumni. Chyba nigdy luksusów nie widzieli..
Przyjrzałam się uważniej. Jest! Siedziała w kącie razem z Grzmotterem i (o zgrozo!) tym palantem Weasleyem. Z cwanym uśmieszkiem podeszłam bliżej.
- Hej, Miona. Jakże nie miło was widzieć, pupilki nauczycieli - końcówkę dodałam w kierunku dwóch kretynów, którzy od razu zaczęli na mnie warczeć. Jak psy.
- Mam sprawę. Razem z Draco, Blaisem i Alexem - tu uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że jej się podoba. Po prostu to wiedziałam - organizujemy imprezę, jak sama widziałaś, czy słyszałaś. No ba! Rozgłos musi być! Chodź, zbieramy się. Weźcie jeszcze jakieś w miare porządne typy ze swojego domu, bo to ma być prawdziwa impreza, a nie jakaś potańcówka. Oczywiście, jako wybawca świata możesz przyjść - zwróciłam się do Pottera - ale rudzielca widzieć nie chcemy.
Miona spojrzała się na mnie z błyskiem w oku, ale natychmiast mina jej zrzędła. Doskonale wiedziałam, że bez nich nie pójdzie.
- Hermiona, nigdzie nie idziesz! - wykrzyknął natychmiast rudy idiota.
Popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Sprawdź, czy cię nie ma w tej Dziurze, czy jak tam nazywasz tę klitkę, w której mieszkasz - zakpiłam.
Widziałam jak od razu robi się czerwony, ale nie zdążył odpowiedzieć.
- Nie wiem - zaczęła cicho, na co przewróciłam oczami.
- Alex będzie niezadowolony.. - zaczęłam, doskonale wiedząc, że się oburzy. Nie czakając na jej reakcję złapałam ją za rękę, po czym pociągnęłam w kierunku jej dormitorium.
~*~
- Pokaż swoją zawartość szafy! - zarządziłam, wygodnie siadając na biurku. Westchnęła cicho, ale otworzyła mebel.
Podeszłam bliżej, szukając jakiekolwiek sukienki.
- Kobieto, nic tu nie masz! - mruczałam za każdym razem, grzebiąc coraz dalej. Same workowate bluzki i średniowieczne spódniczki. I ona uważa się za moją siostrę?!
- Obrażasz mój gust! - mruczałam do siebie, raz po raz mrużac oczy na widok okropnego ubrania.
- No nic, idziemy do mnie. Na pewno coś dla ciebie znajdziemy - dodałam. Skrzywiłam się, patrząc na odsłonięte okna. W tym pokoju jest stanowczo za jasno.
- Ale ja nie.. - zaczęła się bronić.
- Mamy niecałą godzinę, żeby się uszykować, więc nie strój mi tu fochów. Barbie już cały dzień chodzą na rzęsach, żeby perfekcyjnie wyglądać.
- Barbie? - czarnowłosa uniosła brwi.
- Siostry Greengeras i Parkinson - mruknęłam cicho.
- Myślałam, że je lubisz.. - zaczęła niewinnym tonem.
- Fuu.. - skomentowałam tylko, po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Ale ty serio mówiłaś o Alexie?
~*~
- To może to? - zapytałam, wskazując na czarną sukienkę, ze srebrnymi bokami.
Hermiona wolno pokręciła głową.
- Nie. Nadal zbyt Ślizgońska.
- Daj mi swoją różdżkę, to ci coś pokażę - poprosiłam, wyciągając ręke.
Miona zmarszczyła brwi, ale podała mi potrzebny przedmiot. Za pomocą niewerbalnego zaklęcia tranmutowałam z tej sukienki taką samą jak moja. Jak mamy być bliźniaczkami to na całego.
- Proszę - podałam zdziwionej Gryfonce sukienkę, po czym wygrzebałam podobne buty i palcem wskazałam na drzwi od łazienki - idź się przebierz i mi nie truj, że będziesz wyglądała zbyt Ślizońsko. W końcu jesteśmy w Slytherinie, a nie w dzielnym i szlachetnym Gryffindorze. - dodałam, widząc, że otwiera usta.
Bez sprzeciwu podreptała do łazienki. Przez ten czas wyjęłam kilka kosmetyków i ciemnozielony lakier do paznokci.
W końu wyszła z łazienki.
- Wow - mruknęłam na jej widok - jeszcze makijaż, paznokcie i będziemy tak samo wyglądać - uśmiechnęłam się iście po Ślizgońsku.
~*~
- Idziemy. Za dziesięć minut zaczyna się impreza - zarządziłam, po czym z uśmiechami wyszłyśmy z mojego dormitorium.
Oprócz chłopaków jeszcze nikogo nie było, co przyjęliśmy ze swojego rodzaju ulgą. Przynajmniej się nie spóźniłam.
- I jak, poszło z Ravenclawem i Huffelpuffem? - zwróciłam się w ich kierunku. Cała trójka spojrzała na nas, po czym otworzyli usta ze zdziwienia.
- No halo! - burknęłam na nich - nie gapcie się jak na kolejny cud świata. Doskonale wiemy, że wyglądamy szałowo - uśmiechnęłam się słodko.
- Chłopaki - odezwał się w końcu Draco nieswoim głosem - dlaczego widzę Alyss w podwójnej postaci? Jeszcze nic nie piłem! A cały mój zapas wciągnął Alex w spółce z Blaisem!
- Ja też nie, ale widocznie musiałem uderzyć się w głowę - mruknął Zabini, ignorując wzmiaknę po tym drugim. Cham! Nawet się nie podzielił. Powoli zbliżył się do nas - na bank któraś jest nie prawdziwa - dodał, ciagnąc Hermionę za włosy. Oburzyłyśmy się obie.
- To boli, kretynie!
- Układałam jej fryzurę sporo czasu, więc zabierz te łapsko, albo ci je odetnę! - warknęłam na niego.
- Każda jest prawdziwa - pisnął, robiąc wielkie oczy.
Wiadomo było, że się zgrywają.
- Dracusiu! Dracusiu! Zobacz, jaką ładną sukienkę wybrałam. Specjalnie dla ciebie - przerwał nam przesłodzony ton Parkinson.
Jej wygląd mopsa pogłębił tylko różowy makijaż i tego samego koloru kreacja. Na samym środku sukienki widniał różowy smok, a obok niego czerwone serduszka.
- I w takich chwilach nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać - odezwałam się wyatkowo udawanym, smutnym głosem.
Wszyscy (oprócz Pansy) wybuchnęli śmiechem, a sama zainteresowana krótko mówiąc "strzeliła focha".
- To już wiadomo, która to Al, a która Hermiona.. - odezwał się milczący dotąd Alex.
Podniosłam brew.
- Skąd wiesz?
- To widać. Jesteś bardziej wredna.
Prychnęłam cicho.
- Zrywam z tobą - oburzyłam się teatralnie.
- Dlaczego? Co ja takiego zrobiłem?
- Ej.. - przerwała nam Miona - nie mówiłaś, że masz chłopaka - odezwała się z wyraźną pretensją w głosie, na co popukałam się w czoło.
- Nigdy nie byliśmy razem - odezwałam się równcześnie z zielonookim. Ja z tym.. czymś?! Niee..
Hermiona nic nie rozumiała.
- Nie przejmuj się, Mionuś! - odezwał się Zabini - to najbardziej walnięci umysłowo ludzie, jakich miałem okazję poznać. No i jeszcze w ich skład wchodzi Draco, ma sie rozumieć.
Całą trójką oburzyliśmy się równocześnie, ale nie zdążyliśmy zareagować, ponieważ pierwsze zaproszone osoby zaczęły nieśmiało wchodzić do środka.
- Imprezę czas zacząć - podsumowałam, odbierając od Draco Ognistą - i jest to prawdopodobnie ostatni moment, który pamiętam z tej impezy..