Minęły dwie godziny, które przegadałam z Draco. Powiedziłam mu o wszystkim, i poczułam się trochę lepiej. Nie mogę wiecznie myśleć, "co by było gdyby..", tylko wziąć się w garść.. a przynajmniej spróbować.
Chcąc nie chcąc musiałam go w końcu wygonić (chociaż zapierał się rękami i nogami - typowy uczeń domu Węża..), ponieważ impreza miała się zacząć za dwie godziny. Nawet nie wiem, czy zdążę się przygotować.. chociaż mi wystarczy pół godziny, ale chcę mieć trochę czasu dla siebie.
Pansy wraz z Astorią i Dafne szykują się cały dzień. Naprawdę jestem zaskoczona, że idą, ponieważ nie można wchodzić bez zaproszenia. Głównymi sponsorami i organizatorami są Draco, Blaise i Alex, a ja tylko wybierałam dekoracje. Nie wiem, który z nich je zaprosił.
Kretynki..
Myślałam, że wszystko odbędzie się jutro, ale chłopaki zawsze muszą coś odwalić.. ech, nawet nie mogę mieć ani chwili spokoju!
- No, Alys weź się w garść - mruknęłam do siebie, po czym otworzyłam moją szafę. Jak zwykle nie miałam się w co ubrać. Jednak najpierw muszę powiadomić Hermionę o imprezie, bo nie może jej zabraknąć. Nawet nie wiem, czy przyjdzie. Musi.
Chyba zrobię jej niespodziankę. Po krótszym zastanowieniu się, wyjęłam z szafy zielon-srebrną sukienkę. Góra była ciemnozielona, a dół posrebrzany. Całość była ozdobiona dużym czarnym pasem, który łączył oba kolory. Kreacja była opinana w biuście, więc nie miała rękawów. Wzięłam do niej szpilki na niestety dość wysokim obcasie. Wzięłabym zwykłe adidasy, ale nie chcę podkreślać mojego niskiego wzrostu.
Wszystko delikatnie położyłam na szmaragdowej pościeli, żeby się nie pogniotło.
Z uśmiechem wyszłam z dormitorium, nudząc jakąś piosenkę pod nosem. Przygotowania do imprezy uwijały się dość sprawnie, gdyż chłopakom zostało jedynie oświetlenie. Widać, że się postarali.
- A ty gdzie idziesz? - zapytał mnie Alex, kiedy niepostrzeżenie chciałam się wymknąć.
- Do Miony - odpowiedziałam szczerze.
- A mogę iść z tobą? - zapytał, na co poręciłam przecząco głową - a co, zakochałeś się?
- Moja miłość stoi naprzeciwko mnie - westchnął, a ja teatralnie odwróciłam się - gdzie? Masz na myśli Zabiniego?
Parsknął cicho, po czym zrobił skrzywioną minę.
- Nie! Ja go nie lubię, bo nie chciał mi dać cukierków, z no wiesz, takim białym czymś.. - poskarżył się.
Czarnoskóry odwrócił się w naszą stronę.
- Słyszałem! Moja miłość nie została odwzajemniona. Przez was jest mi bardzo, bardzo smutno! - zaszlochał.
Popukałam się w głowę, po czym wyszłam z Pokoju Wspólnego Slytherinu. Dlaczego muszą otaczać mnie same walnięte osoby?
~*~
Stałam przed portretem Grubej Damy i czekałam, aż ktoś będzie wchodził. Zostało mi bardzo mało czasu - półtorej godziny. Jednak wypadałoby mi przyjść wcześniej, żeby nadzorować sytuację. Nie mogę się spóźnić.
- Wpuść mnie, ty wielki portrecie! - jęczałam, ale obraz za wszelką cenę nie chciał się przesunąć. Groźby, krzyki i wyzwiska nic nie pomagały. Nie mam zamiaru prosić. Aż do takiego stopnia się jeszcze nie zniżyłam.
W końcu jakiś pierwszoroczny chciał wejść, ale go zatrzymałam.
- Ej, mały! Powiedz mi, jakie jest hasło!
Chłopiec spojrzał się na mnie z lękiem.
- Nie mogę, przepraszam.
Uśmiechnęłam się w jego stronę, co kosztowało mnie dużo, dużo wysiłku. Przeklęty bachor!
- Ja ci nic nie zrobię. Znasz Hermionę Granger? Muszę z nią pilnie porozmawiać.. - zachęcałam go, a malec w końcu się zgodził.
- Fasolki wszystkich smaków - powiedział w końcu, a obraz niechętnie odsunął się. Szybko weszłam do środka.
- Dzięki - wydukałam z siebie, przewracając oczami.
Na moje nieszczęście był tu chyba cały Gryffindor. Oczywiście każdy patrzył się na mnie z nienawiścią. Można było usłyszeć ciche okrzyki:
- Co ona tu robi?! Jest ze Slytherinu..
Jednak w domu Węża człowiek ma większą wartość. Nie każdy, ale większość tak..
- LUDZIE! - wydarłam się na cały Gryffindor, a wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie. Weszłam na stolik, dzięki temu każdy mógł mnie zobaczyć - JAKO WSPÓŁORGANIZATORKA MAM ZASZCZYT- ALBO I NIE - ZAPROSIĆ WAS NA NAJLEPSZĄ IMPREZĘ W HOGWARCIE. OCZYWIŚCIE ZE WZGLĘDU NA NAPOJE WYSOKOPROCENTOWE, CZYLI DLA NIEKUMATYCH ALKOHOL, MOGĄ PRZYJŚĆ TYLKO SIÓDME ROCZNIKI. BĘDZIEMY SPRAWDZAĆ, CZY NIE OSZUKUJECIE! UWIERZCIE, JAO NALEPSI ORGANIZATORZY MAMY NIEZAWODNE SPOSOBY! WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ DZISIAJ NA OSIEMNASTĄ. NIE MARTWCIE SIĘ O HASŁO, PONIEWAŻ WPUSZCZĄ WAS NASI OCHRONIARZE, CZY JAK TAM ICH NAZYWACIE. NIE ODPOWIADAMY ZA ZŁAPANIE U NAUCZYCIELI. DZIĘKUJE ZA UWAGĘ - zaończyłam, po czym z gracją zeskoczyłam ze stolika.
Ku mojemu rozczarowaniu Miony nigdzie nie było, a przynajmniej nie mogłam jej zauważyć.
Tak jak za każdym razem, gdy tu przebywam czuje jedynie obrzydzenie. Ten salon w ogóle nie ma gustu i jest stanowczo za mały. Nie wiem, czemu wszyscy Gryffoni są z nieg dumni. Chyba nigdy luksusów nie widzieli..
Przyjrzałam się uważniej. Jest! Siedziała w kącie razem z Grzmotterem i (o zgrozo!) tym palantem Weasleyem. Z cwanym uśmieszkiem podeszłam bliżej.
- Hej, Miona. Jakże nie miło was widzieć, pupilki nauczycieli - końcówkę dodałam w kierunku dwóch kretynów, którzy od razu zaczęli na mnie warczeć. Jak psy.
- Mam sprawę. Razem z Draco, Blaisem i Alexem - tu uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że jej się podoba. Po prostu to wiedziałam - organizujemy imprezę, jak sama widziałaś, czy słyszałaś. No ba! Rozgłos musi być! Chodź, zbieramy się. Weźcie jeszcze jakieś w miare porządne typy ze swojego domu, bo to ma być prawdziwa impreza, a nie jakaś potańcówka. Oczywiście, jako wybawca świata możesz przyjść - zwróciłam się do Pottera - ale rudzielca widzieć nie chcemy.
Miona spojrzała się na mnie z błyskiem w oku, ale natychmiast mina jej zrzędła. Doskonale wiedziałam, że bez nich nie pójdzie.
- Hermiona, nigdzie nie idziesz! - wykrzyknął natychmiast rudy idiota.
Popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Sprawdź, czy cię nie ma w tej Dziurze, czy jak tam nazywasz tę klitkę, w której mieszkasz - zakpiłam.
Widziałam jak od razu robi się czerwony, ale nie zdążył odpowiedzieć.
- Nie wiem - zaczęła cicho, na co przewróciłam oczami.
- Alex będzie niezadowolony.. - zaczęłam, doskonale wiedząc, że się oburzy. Nie czakając na jej reakcję złapałam ją za rękę, po czym pociągnęłam w kierunku jej dormitorium.
~*~
- Pokaż swoją zawartość szafy! - zarządziłam, wygodnie siadając na biurku. Westchnęła cicho, ale otworzyła mebel.
Podeszłam bliżej, szukając jakiekolwiek sukienki.
- Kobieto, nic tu nie masz! - mruczałam za każdym razem, grzebiąc coraz dalej. Same workowate bluzki i średniowieczne spódniczki. I ona uważa się za moją siostrę?!
- Obrażasz mój gust! - mruczałam do siebie, raz po raz mrużac oczy na widok okropnego ubrania.
- No nic, idziemy do mnie. Na pewno coś dla ciebie znajdziemy - dodałam. Skrzywiłam się, patrząc na odsłonięte okna. W tym pokoju jest stanowczo za jasno.
- Ale ja nie.. - zaczęła się bronić.
- Mamy niecałą godzinę, żeby się uszykować, więc nie strój mi tu fochów. Barbie już cały dzień chodzą na rzęsach, żeby perfekcyjnie wyglądać.
- Barbie? - czarnowłosa uniosła brwi.
- Siostry Greengeras i Parkinson - mruknęłam cicho.
- Myślałam, że je lubisz.. - zaczęła niewinnym tonem.
- Fuu.. - skomentowałam tylko, po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Ale ty serio mówiłaś o Alexie?
~*~
- To może to? - zapytałam, wskazując na czarną sukienkę, ze srebrnymi bokami.
Hermiona wolno pokręciła głową.
- Nie. Nadal zbyt Ślizgońska.
- Daj mi swoją różdżkę, to ci coś pokażę - poprosiłam, wyciągając ręke.
Miona zmarszczyła brwi, ale podała mi potrzebny przedmiot. Za pomocą niewerbalnego zaklęcia tranmutowałam z tej sukienki taką samą jak moja. Jak mamy być bliźniaczkami to na całego.
- Proszę - podałam zdziwionej Gryfonce sukienkę, po czym wygrzebałam podobne buty i palcem wskazałam na drzwi od łazienki - idź się przebierz i mi nie truj, że będziesz wyglądała zbyt Ślizońsko. W końcu jesteśmy w Slytherinie, a nie w dzielnym i szlachetnym Gryffindorze. - dodałam, widząc, że otwiera usta.
Bez sprzeciwu podreptała do łazienki. Przez ten czas wyjęłam kilka kosmetyków i ciemnozielony lakier do paznokci.
W końu wyszła z łazienki.
- Wow - mruknęłam na jej widok - jeszcze makijaż, paznokcie i będziemy tak samo wyglądać - uśmiechnęłam się iście po Ślizgońsku.
~*~
- Idziemy. Za dziesięć minut zaczyna się impreza - zarządziłam, po czym z uśmiechami wyszłyśmy z mojego dormitorium.
Oprócz chłopaków jeszcze nikogo nie było, co przyjęliśmy ze swojego rodzaju ulgą. Przynajmniej się nie spóźniłam.
- I jak, poszło z Ravenclawem i Huffelpuffem? - zwróciłam się w ich kierunku. Cała trójka spojrzała na nas, po czym otworzyli usta ze zdziwienia.
- No halo! - burknęłam na nich - nie gapcie się jak na kolejny cud świata. Doskonale wiemy, że wyglądamy szałowo - uśmiechnęłam się słodko.
- Chłopaki - odezwał się w końcu Draco nieswoim głosem - dlaczego widzę Alyss w podwójnej postaci? Jeszcze nic nie piłem! A cały mój zapas wciągnął Alex w spółce z Blaisem!
- Ja też nie, ale widocznie musiałem uderzyć się w głowę - mruknął Zabini, ignorując wzmiaknę po tym drugim. Cham! Nawet się nie podzielił. Powoli zbliżył się do nas - na bank któraś jest nie prawdziwa - dodał, ciagnąc Hermionę za włosy. Oburzyłyśmy się obie.
- To boli, kretynie!
- Układałam jej fryzurę sporo czasu, więc zabierz te łapsko, albo ci je odetnę! - warknęłam na niego.
- Każda jest prawdziwa - pisnął, robiąc wielkie oczy.
Wiadomo było, że się zgrywają.
- Dracusiu! Dracusiu! Zobacz, jaką ładną sukienkę wybrałam. Specjalnie dla ciebie - przerwał nam przesłodzony ton Parkinson.
Jej wygląd mopsa pogłębił tylko różowy makijaż i tego samego koloru kreacja. Na samym środku sukienki widniał różowy smok, a obok niego czerwone serduszka.
- I w takich chwilach nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać - odezwałam się wyatkowo udawanym, smutnym głosem.
Wszyscy (oprócz Pansy) wybuchnęli śmiechem, a sama zainteresowana krótko mówiąc "strzeliła focha".
- To już wiadomo, która to Al, a która Hermiona.. - odezwał się milczący dotąd Alex.
Podniosłam brew.
- Skąd wiesz?
- To widać. Jesteś bardziej wredna.
Prychnęłam cicho.
- Zrywam z tobą - oburzyłam się teatralnie.
- Dlaczego? Co ja takiego zrobiłem?
- Ej.. - przerwała nam Miona - nie mówiłaś, że masz chłopaka - odezwała się z wyraźną pretensją w głosie, na co popukałam się w czoło.
- Nigdy nie byliśmy razem - odezwałam się równcześnie z zielonookim. Ja z tym.. czymś?! Niee..
Hermiona nic nie rozumiała.
- Nie przejmuj się, Mionuś! - odezwał się Zabini - to najbardziej walnięci umysłowo ludzie, jakich miałem okazję poznać. No i jeszcze w ich skład wchodzi Draco, ma sie rozumieć.
Całą trójką oburzyliśmy się równocześnie, ale nie zdążyliśmy zareagować, ponieważ pierwsze zaproszone osoby zaczęły nieśmiało wchodzić do środka.
- Imprezę czas zacząć - podsumowałam, odbierając od Draco Ognistą - i jest to prawdopodobnie ostatni moment, który pamiętam z tej impezy..
piątek, 17 października 2014
wtorek, 14 października 2014
Księga 6
Nie myśleć o matce, nie myśleć.. - powtarzałam w myśli. Dość! Dzisiaj, chociaż raz, chcę zacząć normalnie żyć..
~*~
W końcu zajęcia się skończyły, a ja miałam czas dla siebie. Draco był na "zebraniu" - jako kapitan drużyny wyjaśniał innym nową taktykę. Ja (na szczęście!) nie musiałam brać w tym udziału, ponieważ głównie ja to wymyśliłam.
Dzisiaj wyjątkowo na Błoniach było ciepło. Cóż, chociaż jest już listopad, to zdarzają się gorące dni.
Położyłam się koło mojego ulubionego drzewa. Było duże, więc dawało skuteczną ochronę przed oślepiającym słońcem. W dodatku delikany szum liści zawsze mnie odprężał.
Westchnęłam cicho.
Nawet nie wiem, jak mam traktować Draco. Z jednej strony jest dla mnie przyjacielem, ale z drugiej..
I w dodatku cała ta sprawa z niby moją matką. Ja już nie wiem, kim ona jest.. i kim ja jestem. Gdzie są moi prawdziwi rodzice?
Przez naukę nie miałam czasu przemyśleć paru spraw. Wszystko wskazuje na to, że będę musiała się spotkać z Christiną w cztery oczy.
~*~
Wysłałam jej sowę, z nadzieją, że odpiszę. Gdyby chciała się spotkać, to będe jutro czekała w Trzech Miotłach o szesnastej. Sama. Jako, iż jestem pełnoletnia, to mogę bez konsekwencji sama wychodzić do Hogsmeade. Jednak zawsze muszę wracać przed zamknięciem bramy. Na pewno zdąże.
- Co tam? - usyłyszałam wesoły głos blondyna, który własnie dosiadł się do mnie. Wspólnie siedzieliśmy przed gorącym kominkiem, z którego wesoło trzaskał ogień.
Przewróciłam oczami.
- Nie masz innych zajęć? - ignrując pytanie - próbuję myśleć.
Słyszałam jak wzdycha.
- Jaka niemiła się zrobiłaś. Widocznie pobyt w Slytherinie źle ci służy.
- Przepraszam - szepnęłam - po prostu pogubiłam się w tym wszystkim. Już nawet nie wiem, kim jestem - powiedziałam spokojnie, odwracając się w jego stronę.
- Nie wiem, kim są moi rodzice, ani skąd pochodzę. Przez te wakacje mój cały światopogląd się zmienił. Moją siostrą - bliźniaczką - została osoba, której nienawidziłam. Chcę spowrotem wrócić do mojego domu, moich rodziców. Czy to tak dużo? Wiem, że jestem adoptowana. Już nie mam gdzie wracać na święta, czy wakacje - zakończyłam swój monolog, a oczy mi się zaszkliły.
Draco delikatnie mnie objął a ja przymknęłam oczy, z których wydostały się pierwsze łzy.
- Wiem kim jesteś - powiedział nagle, po głębszym zastanowieniu - jesteś piękna, mądra, a przede wszystkim iście Ślizgońska. Serio, nie znam bardziej wrednej osoby niż ty. Jesteś więcej niż tylko przyjaciółką, jedyną osobą na której mi zależy. Więc proszę, nie mówi mi, że jesteś nikim. Bo sama wiesz, że to nieprawda - zakończył, a ja zarumieniłam się lekko.
Cóż, po tym wyznaniu lekko mnie zamurowało.
- Dziękuje - spojrzałam mu w oczy - za to, że jesteś.
~*~
Przez cały następny dzień chodziłam jak na szpilkach. Na szczęście ten upierdliwy gumochłon - Filch musiał gdzieś wyjechać, więc dyrektor odpuściła nam szlaban.
Jak zwykle usiadłam na swoim miejscu podczas obiadu. Nie byłam głodna, przyszłam tylko po to, żeby zobaczyć się z Draco.
- Kiedy trening? Dawno nie było. Chyba nie chcesz, żeby Gryffoni wygrali? - zapytałam, lekko prowokującym głosem. Od rana nie miałam humoru - to pewnie przez pogodę. Chyba zaczęły się zimowe dni. Było zimno, wiał wiatr i padał deszcz. Jednym słowem - okropność.
- Chcesz dzisiaj? Taka piękna pogoda.. - odpowiedział tym samym.
Skrzywiłam się, wyglądając przez okno.
- Dzisiaj i tak jestem zajęta. Oh, mam nadzieję, że Christina przyjdzie - mamrotałam, krzywo wpatrując się w szkalnkę z sokiem dyniowym.
- A ty nie jesz? - zapytał blondyn, a ja spojrzałam na jego talerz, po czym przecząco pokiwałam głową.
- Nie jedz tyle, bo będziesz gruby - dodałam, uśmiechając się złośliwie. Cóż, jak on to wszystko zje? Góra ziemniaków, kilka podejrzanych steków i jakaś sałatka.
- Za to ciebie ostatnio pomyliłem z kościotrupem. Gadałem do niego z pół godziny, a zorientowałem się dopiero, gdy ciebie, znaczy jego obraziłem. Ty już byś dawno skoczyła na mnie z pięściami, krasnoludku.
Wysłałam mu mordercze spojrzenie, po czym krytycznie spojrzałam na swój (ogromny - przytyłam!) brzuch.
- Wcale nie jestem chuda. I nie nazywaj mnie krasnoludkiem. Jestem wysoka - podsumowałam cicho, chociaż z tym ostatnim to nie była prawda. Jak na swój wiek byłam bardzo niska. A Draco (nawet wzrostem przypominał trolla) był ode mnie dużo, dużo wyzszy. W szpilkach sięgałam mu do brody.
- Dobrze, księżnicko, jesteś mała.
- Nie nazywaj mnie księżniczką! I nie jestem mała.
- Dobrze, słońce, jesteś niska.
Ugh! Czy on musi być taki upierdliwy?
- Za to ty jesteś aroganckim gburem! - warknęłam na niego, po czym obrażona wyszłam z Wielkiej Sali. Zauważyłam Mionę, która oddalała się korytarzem. W ręku trzymła jakiś kawałek papieru, który się ruszał. Zbliżyłam się do niej tarając, aby mnie nie zauważyła..
- Bu! - krzyknęłam jej koło ucha, na co aż podkoczyła, upuszczając pergamin.
- Co to? - zaciekawiona podniosłam przedmiot, po czym spojrzałam na niego. To była mapa, która pokazywała kto i gdzie się znajduję. Genialne!
- To nie moje.. - bąknęła cicho, próbując ukryć zawstydzenie - daj mi to!
Pokazałam jej język.
- Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz zawsze uczynni doradcy Czarodziejskich Psotników mają zaszczyt przedstawić Mapę Huncwotów - przeczytałam, po czym zmarszczyłam brwi.
- Oddam ci to pod warunkiem, że powiesz mi, po co ci ta mapa i kim oni są.
Czarnowłosa warknęła coś pod nosem.
- Lunatyk - Remus Lupin. Uczył nas Obrony.
Pokiwałam głową. To ten walnięty człowiek - wilkołak.
- Glizdogon - zdradził Potterów, Łapa - Syriusz Black, chrzestny Harry'ego.
- Syriusz Black? - podniosłam ze zdumieniem wzrok na Gryffonkę. Tego nie wiedziałam. Czarnowłosa pokiwała głową.
- Tak. A Rogacz - James Potter.
- Wszyscy już nie żyją - wymknęło mi się cicho.
Przez chwilę zapanowała cisza, którą przerwałam:
- Po co ci to?
Zauważyłam, jak Miona zrobiła się czerwona na twarzy. Czy ona..?
- Śledziłaś kogoś. Chłopaka! - zaśmiałam się cicho, widząc jej zmieszaną minę.
- Kto by pomyslał, że pani Prefekt będzie ludzi śledzić. Kim on jest?
Gryffonka wciągnęła ze świstem powietrze.
- Nie powiem ci.. a przynajmniej nie tutaj - dodała, widząc jak kilka osób przypatuje się nam w zaciekawieniu..
- Jasne - uśmiechnęłam się szeroko - zapraszam do mnie.
~*~
Wspólnie przemierzałyśmy Howardzkie korytarze. Powoli zbliżałyśmy się do Slytherinu.
- Nigdy jeszcze tam nie byłam.. - mruknęła cicho, jednak w jej oczach dostrzegłam dziwny błysk.
- Za to ja w Gyffindorze byłam kilka razy - wyszczerzyłam się, widząc jej zdumioną minę.
- Jak?
- Normalnie. Ten idiota - Nuvell, czy jak mu tam, kilka razy zostawił kartkę z hasłami przed wejściem. Wasz portret musiał mnie wspuścić, chociaż byłam z innego domu. Nawet macie ładnie, chociaż zbyt kolorowo - zakończyłam, widząc jej bardzo zdziwioną minę.
- Czysta Krew - mruknęłam do portretu, a ten otworzył się. Nikogo przy nim nie było, więc pewnie większość jest już w srodku.
- Nie zmieniacie hasła? - wyspnęło się czarnowłosej.
- Skąd wiesz? Mówiłaś, że nigdy tu nie byłaś!
Ponownie się zmieszała.
- Ja nie, ale chłopaki tak..
Burknęłam coś pod nosem.
- Idziesz?
- Tak - odpowiedziała, niepewnie przechodząc przez wejście. W pokoju Wspólnym byli jak zwykle chłopaki z siódmej klasy. Znowu organizowali imprezę.. z dużą ilością alkoholu.
- Salazarze - jęknęłam cicho. Znowu będe miała kaca na kilka dni.
- Malfoy! - zawołałam blondyna, który nas nie zauważył. Właśnie wspinał się po.. drabinie? I zawieszał jakieś dekoracje. Muzyka już grała, więc mnie nie usłyszał.
- O! Przyszła główna organizatorka, z jakże podobną siostrą - wyszczerzył się Alex - brunet o zielonych oczach. Był trochę niższy od Draco. Przyjaźnili się od czwartej klasy.
- Daruj sobie! - prychnęłam na niego - powiedz lepiej, że masz eliksir na kaca..
- Nie mam - przyznał, kiwając głową - ale ma go inna osoba..
- Kto?
- Malfoy.
Pokiwałam głową. Ten cham na pewno mi nie da za darmo.
- Alexander Qaweer - przywitał się z Hermioną, a ja przewróciłam oczami.
- A ty pewnie jesteś Hermiona Granger, tak? Najzdolniejsza czarownica, za czasów Roveny Rawenclow. Wybacz, Al. Wiesz, że ciebie kocham anajbardziej, msisiaczku.
Kątem oka zobaczyłam jak Miona lekko się rumieni. Co ona ma z tą twarzą?
- Idź powiedz temu kretynowi - wskazałam palcem na Draco - że ma bardziej zawieścić dekoracje w prawo, bo jest krzywo. I niech przyjdzie do mnie za półgodziny.
- Okej - uśmiechnął się i już go nie było.
- Chodź, idziemy do mnie - zwróciłam się do Miony.
~*~
- Dlaczego wszyscy są dla mnie mili? - zwróciła się do mnie, kiedy wygodnie rozłożyłyśmy się u mnie na łóżku. Przewróciłam oczami. Ta dziewczyna naprawdę nic nie kuma?
- Bo wyglądasz jak ja - mruknęłam nieskromnie - dobra. A teraz powiedz za kim szalejesz?
- Za nikim..
Znowu burknęłam coś pod nosem.
- Nie kłam, bo ci nos rośnie. Okej, będe zgadywać.. Potter?
- Nie! - odpowiedziała szybko - tylko się przyjaźnimy.
- Longbottom?
- Nie.
- EE.. Malfoy?
- Nie. Jest twój.
- Ej! - walnęłam ją poduszką - to może Zabini?
- Fuj! Nie.
- Weasley.
-..
- CO?! - krzyknęłam, prawie spadając z łóżka - zaprzecz, że to nie on!
Odpowiedziała mi cisza. Hermiona zaczerwieniła się tak mocno, że przypominała mocno dojrzałego pomidora.
- Dlaczego moja siostra umawia się z ofiarami losu? - zaszlochałam teatralnie, zasłaniając się poduszką.
- Nie nazywaj go tak.. - poprosiła cichym głosem.
- Pottera to bym jeszcze zrozumiała. Słany, bogaty no i z wyglądu niczego sobie. Taki typ bohatera.. no ale Weasley? Dziewczyno, gdzie ty masz oczy?
- Ale on jest ładny! - oburzyła się.
- Tak. Jak marchewka - zironizowałam.
Drzwi do mojego dormitorium gwałtownie się uchyliły.
- I ask why, but in my mind I find I can’t rely on myself* - usłyszałyśmy wycie blondyna, który wparował do dormitorium. Cóż, miał zamknięte oczy i wykonywał jakiś dziwny taniec, wymachując włosami. Chyba niz zauważył, że nie jestem sama. Czarnowłosa wpatrywała się w nego, jakby miał coś z głową. Moja reakcja była taka, że spadłam z łóżka, zanosząc się głośnym śmiechem.
- A-aparat, d-dajc-cie m-mi a-aparat-t - wyjąkałam ze śmiechem.
Blondyn skńczył swój zadziwiający taniec, po czym wreszcie otworzył oczy. Kiedy zobaczył Mionę, wydał z siebie coś pomiędzy kaszlem, a kwiknięciem.
- Eee.. Alex mi nie mówił, że nie jesteś sama - wyjąkał zmieszany, po czym wreszcie mnie dostrzegł.
- A ta znowu leków nie wzięła? - skomentował, kiedy ze śmiechu turlałam się po podłodze. Zauważyłam jak Hermiona kiwa głową.
- To ja już pójdę. Doończymy innym razem, okej? - i już jej nie było.
Po kilkunastu minutach wreszcie się opanowałam.
- No, ale do Chestera to jeszcze ci daleko - podsumowałam, unosząc kciuk w górę.
- Salazarze, jaki wstyd - mruknął i usiadł na łóżku - to po co mnie wołałaś?
- Znowu impreza? Z jakiej to okazji? - odetchnęłam, po czym usiadłam koło niego.
- A czy musi być jakaś okazja?
Wzruszyłam ramonami.
- W sumie nie, bo w Slytherinie tylko się pije - podsumowałam, uśmiechając się lekko.
- Słyszałam, że masz zbawienie w postaci buteleczki z ciekawą zawartością.. - przymiliłam się - a mnie takie coś bardz się przyda, wiesz?
- Wiem, ale nie ma nic za darmo..
- A czy ja coś mówiłam? - uniosłam brew w geście zdziwienia.
- Nie.
- No właśnie.
- To jaka zapłata?
Draco uśmiechnął się tym swoim sposobem.
- Przecież wiesz.
Kiwnęłam głową, po czym znowu go pocałowałam.
~*~
Niechętnie wyszłam do Hogsmeade. W dodatku było bardzo deszczowo, więc po drodze zmokłam.
Zsunęłam kaptur z głowy, po czym usiadłam koło okna, wcześniej zamawiając kawę.
- Alyss? - podniosłam wzrok. Przede mną stała młoda kobieta, w długim, szarym płaszczu. Jej rozpuszczone, rude włosy swobodnie opadały wzdłuż jej okrycia.
Kiwnęłam głową, a kobieta usiadła naprzeciwko mnie.
- Christina. To ze mną pisałaś w liście.
Ponownie kiwnęłam głową, po czym zmarszczyłam brwi.
- Jesteś wilą.. - stwierdziłam, patrząc na jej specyficzny typ urody. Uśmiechnęła się.
- Zgadłaś.. ale nie rozmawiajmy o mnie.
- Kim jest moja matka?
- Oh, Alyss, tak bardzo mi przykro..
- Dlaczego? - otworzyłam szerzej oczy, widząc jej współczujący wzrok.
- Ona zmarła. Przy porodzie.
Nie mogłam w to uwierzyć.
- Jak to? To w takim razie..
- Clara jest moją siostrą. Twoja matka przyjaźniła się z nami. Po jej zaginięciu to ja się wami zaopiekowałam. Niestety, Clara nie może mieć dzieci, dlatego na wasz widok dostawała jakiegoś.. ataku. Chociaż obiecałam, to musiałam oddać ciebie i twoją siostrę. Uwierz mi, ja naprawdę nie chciałam tego robić, ale nie byłybyście bezpieczne. Niestety nie wiem, kto jest waszym ojcem. Nadia nigdy mi tego nie powiedziała..
- Moja matka miała na imię Nadia? - zmarszczyłam brwi. Kojarzyło mi się to imię, jednak nie mogam sobie przypomnieć dlaczego.
- Wybacz, ale nie mogę już zostać. Obiecałam mojemu mężowi, że nie będe się stresować. Jestem w trzecim miesiącu ciąży.
- Gratuluje! - wymamrotałam. To znowu zaczęło mnie przytłaczać.
- Dzięki - uśmiechnęła się - zresztą chyba musisz już lecieć. Impreza niedługo się zacznie.
- Skąd wiesz?
- Mam swoje sposoby - po tych słowach rzuciła mi ostatnie spojrzenie, a następnie usłyszałam charakterystyczny dźwięk teleportacji.
__________
* - Linkin Park - By Myself
~*~
W końcu zajęcia się skończyły, a ja miałam czas dla siebie. Draco był na "zebraniu" - jako kapitan drużyny wyjaśniał innym nową taktykę. Ja (na szczęście!) nie musiałam brać w tym udziału, ponieważ głównie ja to wymyśliłam.
Dzisiaj wyjątkowo na Błoniach było ciepło. Cóż, chociaż jest już listopad, to zdarzają się gorące dni.
Położyłam się koło mojego ulubionego drzewa. Było duże, więc dawało skuteczną ochronę przed oślepiającym słońcem. W dodatku delikany szum liści zawsze mnie odprężał.
Westchnęłam cicho.
Nawet nie wiem, jak mam traktować Draco. Z jednej strony jest dla mnie przyjacielem, ale z drugiej..
I w dodatku cała ta sprawa z niby moją matką. Ja już nie wiem, kim ona jest.. i kim ja jestem. Gdzie są moi prawdziwi rodzice?
Przez naukę nie miałam czasu przemyśleć paru spraw. Wszystko wskazuje na to, że będę musiała się spotkać z Christiną w cztery oczy.
~*~
Wysłałam jej sowę, z nadzieją, że odpiszę. Gdyby chciała się spotkać, to będe jutro czekała w Trzech Miotłach o szesnastej. Sama. Jako, iż jestem pełnoletnia, to mogę bez konsekwencji sama wychodzić do Hogsmeade. Jednak zawsze muszę wracać przed zamknięciem bramy. Na pewno zdąże.
- Co tam? - usyłyszałam wesoły głos blondyna, który własnie dosiadł się do mnie. Wspólnie siedzieliśmy przed gorącym kominkiem, z którego wesoło trzaskał ogień.
Przewróciłam oczami.
- Nie masz innych zajęć? - ignrując pytanie - próbuję myśleć.
Słyszałam jak wzdycha.
- Jaka niemiła się zrobiłaś. Widocznie pobyt w Slytherinie źle ci służy.
- Przepraszam - szepnęłam - po prostu pogubiłam się w tym wszystkim. Już nawet nie wiem, kim jestem - powiedziałam spokojnie, odwracając się w jego stronę.
- Nie wiem, kim są moi rodzice, ani skąd pochodzę. Przez te wakacje mój cały światopogląd się zmienił. Moją siostrą - bliźniaczką - została osoba, której nienawidziłam. Chcę spowrotem wrócić do mojego domu, moich rodziców. Czy to tak dużo? Wiem, że jestem adoptowana. Już nie mam gdzie wracać na święta, czy wakacje - zakończyłam swój monolog, a oczy mi się zaszkliły.
Draco delikatnie mnie objął a ja przymknęłam oczy, z których wydostały się pierwsze łzy.
- Wiem kim jesteś - powiedział nagle, po głębszym zastanowieniu - jesteś piękna, mądra, a przede wszystkim iście Ślizgońska. Serio, nie znam bardziej wrednej osoby niż ty. Jesteś więcej niż tylko przyjaciółką, jedyną osobą na której mi zależy. Więc proszę, nie mówi mi, że jesteś nikim. Bo sama wiesz, że to nieprawda - zakończył, a ja zarumieniłam się lekko.
Cóż, po tym wyznaniu lekko mnie zamurowało.
- Dziękuje - spojrzałam mu w oczy - za to, że jesteś.
~*~
Przez cały następny dzień chodziłam jak na szpilkach. Na szczęście ten upierdliwy gumochłon - Filch musiał gdzieś wyjechać, więc dyrektor odpuściła nam szlaban.
Jak zwykle usiadłam na swoim miejscu podczas obiadu. Nie byłam głodna, przyszłam tylko po to, żeby zobaczyć się z Draco.
- Kiedy trening? Dawno nie było. Chyba nie chcesz, żeby Gryffoni wygrali? - zapytałam, lekko prowokującym głosem. Od rana nie miałam humoru - to pewnie przez pogodę. Chyba zaczęły się zimowe dni. Było zimno, wiał wiatr i padał deszcz. Jednym słowem - okropność.
- Chcesz dzisiaj? Taka piękna pogoda.. - odpowiedział tym samym.
Skrzywiłam się, wyglądając przez okno.
- Dzisiaj i tak jestem zajęta. Oh, mam nadzieję, że Christina przyjdzie - mamrotałam, krzywo wpatrując się w szkalnkę z sokiem dyniowym.
- A ty nie jesz? - zapytał blondyn, a ja spojrzałam na jego talerz, po czym przecząco pokiwałam głową.
- Nie jedz tyle, bo będziesz gruby - dodałam, uśmiechając się złośliwie. Cóż, jak on to wszystko zje? Góra ziemniaków, kilka podejrzanych steków i jakaś sałatka.
- Za to ciebie ostatnio pomyliłem z kościotrupem. Gadałem do niego z pół godziny, a zorientowałem się dopiero, gdy ciebie, znaczy jego obraziłem. Ty już byś dawno skoczyła na mnie z pięściami, krasnoludku.
Wysłałam mu mordercze spojrzenie, po czym krytycznie spojrzałam na swój (ogromny - przytyłam!) brzuch.
- Wcale nie jestem chuda. I nie nazywaj mnie krasnoludkiem. Jestem wysoka - podsumowałam cicho, chociaż z tym ostatnim to nie była prawda. Jak na swój wiek byłam bardzo niska. A Draco (nawet wzrostem przypominał trolla) był ode mnie dużo, dużo wyzszy. W szpilkach sięgałam mu do brody.
- Dobrze, księżnicko, jesteś mała.
- Nie nazywaj mnie księżniczką! I nie jestem mała.
- Dobrze, słońce, jesteś niska.
Ugh! Czy on musi być taki upierdliwy?
- Za to ty jesteś aroganckim gburem! - warknęłam na niego, po czym obrażona wyszłam z Wielkiej Sali. Zauważyłam Mionę, która oddalała się korytarzem. W ręku trzymła jakiś kawałek papieru, który się ruszał. Zbliżyłam się do niej tarając, aby mnie nie zauważyła..
- Bu! - krzyknęłam jej koło ucha, na co aż podkoczyła, upuszczając pergamin.
- Co to? - zaciekawiona podniosłam przedmiot, po czym spojrzałam na niego. To była mapa, która pokazywała kto i gdzie się znajduję. Genialne!
- To nie moje.. - bąknęła cicho, próbując ukryć zawstydzenie - daj mi to!
Pokazałam jej język.
- Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz zawsze uczynni doradcy Czarodziejskich Psotników mają zaszczyt przedstawić Mapę Huncwotów - przeczytałam, po czym zmarszczyłam brwi.
- Oddam ci to pod warunkiem, że powiesz mi, po co ci ta mapa i kim oni są.
Czarnowłosa warknęła coś pod nosem.
- Lunatyk - Remus Lupin. Uczył nas Obrony.
Pokiwałam głową. To ten walnięty człowiek - wilkołak.
- Glizdogon - zdradził Potterów, Łapa - Syriusz Black, chrzestny Harry'ego.
- Syriusz Black? - podniosłam ze zdumieniem wzrok na Gryffonkę. Tego nie wiedziałam. Czarnowłosa pokiwała głową.
- Tak. A Rogacz - James Potter.
- Wszyscy już nie żyją - wymknęło mi się cicho.
Przez chwilę zapanowała cisza, którą przerwałam:
- Po co ci to?
Zauważyłam, jak Miona zrobiła się czerwona na twarzy. Czy ona..?
- Śledziłaś kogoś. Chłopaka! - zaśmiałam się cicho, widząc jej zmieszaną minę.
- Kto by pomyslał, że pani Prefekt będzie ludzi śledzić. Kim on jest?
Gryffonka wciągnęła ze świstem powietrze.
- Nie powiem ci.. a przynajmniej nie tutaj - dodała, widząc jak kilka osób przypatuje się nam w zaciekawieniu..
- Jasne - uśmiechnęłam się szeroko - zapraszam do mnie.
~*~
Wspólnie przemierzałyśmy Howardzkie korytarze. Powoli zbliżałyśmy się do Slytherinu.
- Nigdy jeszcze tam nie byłam.. - mruknęła cicho, jednak w jej oczach dostrzegłam dziwny błysk.
- Za to ja w Gyffindorze byłam kilka razy - wyszczerzyłam się, widząc jej zdumioną minę.
- Jak?
- Normalnie. Ten idiota - Nuvell, czy jak mu tam, kilka razy zostawił kartkę z hasłami przed wejściem. Wasz portret musiał mnie wspuścić, chociaż byłam z innego domu. Nawet macie ładnie, chociaż zbyt kolorowo - zakończyłam, widząc jej bardzo zdziwioną minę.
- Czysta Krew - mruknęłam do portretu, a ten otworzył się. Nikogo przy nim nie było, więc pewnie większość jest już w srodku.
- Nie zmieniacie hasła? - wyspnęło się czarnowłosej.
- Skąd wiesz? Mówiłaś, że nigdy tu nie byłaś!
Ponownie się zmieszała.
- Ja nie, ale chłopaki tak..
Burknęłam coś pod nosem.
- Idziesz?
- Tak - odpowiedziała, niepewnie przechodząc przez wejście. W pokoju Wspólnym byli jak zwykle chłopaki z siódmej klasy. Znowu organizowali imprezę.. z dużą ilością alkoholu.
- Salazarze - jęknęłam cicho. Znowu będe miała kaca na kilka dni.
- Malfoy! - zawołałam blondyna, który nas nie zauważył. Właśnie wspinał się po.. drabinie? I zawieszał jakieś dekoracje. Muzyka już grała, więc mnie nie usłyszał.
- O! Przyszła główna organizatorka, z jakże podobną siostrą - wyszczerzył się Alex - brunet o zielonych oczach. Był trochę niższy od Draco. Przyjaźnili się od czwartej klasy.
- Daruj sobie! - prychnęłam na niego - powiedz lepiej, że masz eliksir na kaca..
- Nie mam - przyznał, kiwając głową - ale ma go inna osoba..
- Kto?
- Malfoy.
Pokiwałam głową. Ten cham na pewno mi nie da za darmo.
- Alexander Qaweer - przywitał się z Hermioną, a ja przewróciłam oczami.
- A ty pewnie jesteś Hermiona Granger, tak? Najzdolniejsza czarownica, za czasów Roveny Rawenclow. Wybacz, Al. Wiesz, że ciebie kocham anajbardziej, msisiaczku.
Kątem oka zobaczyłam jak Miona lekko się rumieni. Co ona ma z tą twarzą?
- Idź powiedz temu kretynowi - wskazałam palcem na Draco - że ma bardziej zawieścić dekoracje w prawo, bo jest krzywo. I niech przyjdzie do mnie za półgodziny.
- Okej - uśmiechnął się i już go nie było.
- Chodź, idziemy do mnie - zwróciłam się do Miony.
~*~
- Dlaczego wszyscy są dla mnie mili? - zwróciła się do mnie, kiedy wygodnie rozłożyłyśmy się u mnie na łóżku. Przewróciłam oczami. Ta dziewczyna naprawdę nic nie kuma?
- Bo wyglądasz jak ja - mruknęłam nieskromnie - dobra. A teraz powiedz za kim szalejesz?
- Za nikim..
Znowu burknęłam coś pod nosem.
- Nie kłam, bo ci nos rośnie. Okej, będe zgadywać.. Potter?
- Nie! - odpowiedziała szybko - tylko się przyjaźnimy.
- Longbottom?
- Nie.
- EE.. Malfoy?
- Nie. Jest twój.
- Ej! - walnęłam ją poduszką - to może Zabini?
- Fuj! Nie.
- Weasley.
-..
- CO?! - krzyknęłam, prawie spadając z łóżka - zaprzecz, że to nie on!
Odpowiedziała mi cisza. Hermiona zaczerwieniła się tak mocno, że przypominała mocno dojrzałego pomidora.
- Dlaczego moja siostra umawia się z ofiarami losu? - zaszlochałam teatralnie, zasłaniając się poduszką.
- Nie nazywaj go tak.. - poprosiła cichym głosem.
- Pottera to bym jeszcze zrozumiała. Słany, bogaty no i z wyglądu niczego sobie. Taki typ bohatera.. no ale Weasley? Dziewczyno, gdzie ty masz oczy?
- Ale on jest ładny! - oburzyła się.
- Tak. Jak marchewka - zironizowałam.
Drzwi do mojego dormitorium gwałtownie się uchyliły.
- I ask why, but in my mind I find I can’t rely on myself* - usłyszałyśmy wycie blondyna, który wparował do dormitorium. Cóż, miał zamknięte oczy i wykonywał jakiś dziwny taniec, wymachując włosami. Chyba niz zauważył, że nie jestem sama. Czarnowłosa wpatrywała się w nego, jakby miał coś z głową. Moja reakcja była taka, że spadłam z łóżka, zanosząc się głośnym śmiechem.
- A-aparat, d-dajc-cie m-mi a-aparat-t - wyjąkałam ze śmiechem.
Blondyn skńczył swój zadziwiający taniec, po czym wreszcie otworzył oczy. Kiedy zobaczył Mionę, wydał z siebie coś pomiędzy kaszlem, a kwiknięciem.
- Eee.. Alex mi nie mówił, że nie jesteś sama - wyjąkał zmieszany, po czym wreszcie mnie dostrzegł.
- A ta znowu leków nie wzięła? - skomentował, kiedy ze śmiechu turlałam się po podłodze. Zauważyłam jak Hermiona kiwa głową.
- To ja już pójdę. Doończymy innym razem, okej? - i już jej nie było.
Po kilkunastu minutach wreszcie się opanowałam.
- No, ale do Chestera to jeszcze ci daleko - podsumowałam, unosząc kciuk w górę.
- Salazarze, jaki wstyd - mruknął i usiadł na łóżku - to po co mnie wołałaś?
- Znowu impreza? Z jakiej to okazji? - odetchnęłam, po czym usiadłam koło niego.
- A czy musi być jakaś okazja?
Wzruszyłam ramonami.
- W sumie nie, bo w Slytherinie tylko się pije - podsumowałam, uśmiechając się lekko.
- Słyszałam, że masz zbawienie w postaci buteleczki z ciekawą zawartością.. - przymiliłam się - a mnie takie coś bardz się przyda, wiesz?
- Wiem, ale nie ma nic za darmo..
- A czy ja coś mówiłam? - uniosłam brew w geście zdziwienia.
- Nie.
- No właśnie.
- To jaka zapłata?
Draco uśmiechnął się tym swoim sposobem.
- Przecież wiesz.
Kiwnęłam głową, po czym znowu go pocałowałam.
~*~
Niechętnie wyszłam do Hogsmeade. W dodatku było bardzo deszczowo, więc po drodze zmokłam.
Zsunęłam kaptur z głowy, po czym usiadłam koło okna, wcześniej zamawiając kawę.
- Alyss? - podniosłam wzrok. Przede mną stała młoda kobieta, w długim, szarym płaszczu. Jej rozpuszczone, rude włosy swobodnie opadały wzdłuż jej okrycia.
Kiwnęłam głową, a kobieta usiadła naprzeciwko mnie.
- Christina. To ze mną pisałaś w liście.
Ponownie kiwnęłam głową, po czym zmarszczyłam brwi.
- Jesteś wilą.. - stwierdziłam, patrząc na jej specyficzny typ urody. Uśmiechnęła się.
- Zgadłaś.. ale nie rozmawiajmy o mnie.
- Kim jest moja matka?
- Oh, Alyss, tak bardzo mi przykro..
- Dlaczego? - otworzyłam szerzej oczy, widząc jej współczujący wzrok.
- Ona zmarła. Przy porodzie.
Nie mogłam w to uwierzyć.
- Jak to? To w takim razie..
- Clara jest moją siostrą. Twoja matka przyjaźniła się z nami. Po jej zaginięciu to ja się wami zaopiekowałam. Niestety, Clara nie może mieć dzieci, dlatego na wasz widok dostawała jakiegoś.. ataku. Chociaż obiecałam, to musiałam oddać ciebie i twoją siostrę. Uwierz mi, ja naprawdę nie chciałam tego robić, ale nie byłybyście bezpieczne. Niestety nie wiem, kto jest waszym ojcem. Nadia nigdy mi tego nie powiedziała..
- Moja matka miała na imię Nadia? - zmarszczyłam brwi. Kojarzyło mi się to imię, jednak nie mogam sobie przypomnieć dlaczego.
- Wybacz, ale nie mogę już zostać. Obiecałam mojemu mężowi, że nie będe się stresować. Jestem w trzecim miesiącu ciąży.
- Gratuluje! - wymamrotałam. To znowu zaczęło mnie przytłaczać.
- Dzięki - uśmiechnęła się - zresztą chyba musisz już lecieć. Impreza niedługo się zacznie.
- Skąd wiesz?
- Mam swoje sposoby - po tych słowach rzuciła mi ostatnie spojrzenie, a następnie usłyszałam charakterystyczny dźwięk teleportacji.
__________
* - Linkin Park - By Myself
sobota, 11 października 2014
Księga 5
Następnego dnia musieliśmy iść do McGonagall, żeby uzgodnić sprawę z (niepotrzebnym!) szlabanem. Czyli tak: mamy dwa tygodnie. Musimy przychodzić każdego dnia, od godziny dziewiątej (wieczorem) do trzeciej (chyba że wyrobimy się wcześniej..). Cóż, nie uśmiechają mi się te godziny, ale mówi się trudno.
Nie wiem, kiedy wyśpie się na kolejne zajęcia. Ale przynajmniej będę miała wymówkę - zawsze coś!
Zmuszona byłam powiedzieć Draco prawdę. Z początku nie chciał wierzyć, ale wystarzczyło, żeby pojrzał na nasz wygląd - identyczny. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, przyjął to całkiem dobrze.
Jedynie ostrzegał mnie przed nachalnymi Gryfonami ze Złotej Trójcy. Cytując jego słowa:
"Akceptuję twoją dezycję, ale ostrzegam - jeśli zobaczę, że płakałaś, przez tych.. szlachetnych idiotów, to będzie ich bolało. Obiecuję, Alyss!"
Do teraz się z tego śmieję. Nawet nie wiedziałam, że blondyn jest tak dobrym przyjacielem.
- Gotowa? - zapytał mnie, kiedy wychodziłam z Wielkiej Sali. Po kolacji mogliśmy chwilę odpocząć, by biec na szlaban. Przeklęty Filch!
- Na ucieczkę - tak. Nie mam zamiaru użerać się z tym okropnym pajacem i jego powaloną kotką - mruknęłam, patrząc w swoje buty.
- Mamy jeszcze godzinę. Cóz, jeszcze się pomyśli. Mnie też się nie usmiecha iść na to badziewie,
- To tylko kilka godzin prawdopodobnie czyszczenia kibli. Czyż nie może być lepiej - zironizowałam, przy okazji wpadając na jakiegoś nieuważnego pierwszaka. Gryffindor - oczywiście.
- Uważaj jak chodziśz, dzieciaku! - burknęłam na niego.
Chłopiec popatrzył się na mnie z wyraźnym strachem w oczach.
- P-przep-praszam - wyjąkał nie patrząc na mnie. Uciekł, zanim znowu zdążyłam na niego nawrzeszcześć.
- Nieładnie, nieładnie - zacmokał blondyn, na co zaavadowałam go wzrokiem.
- Cicho bądź.
~*~
Wspólnie poszliśmy na Błonia, gdzie usiedliśmy nad wodą. Wydawała się taka czysta i ciepła, że miałam ochotę do niej wskoczyć. Wiedziałam jednak, że to byłoby dość głupim rozwiązaniem. Między innymi dlatego, że tam są wodne potwry, naprzykład Nimfy.
- Skaczemy? - blondyn jakby czytał moich myślach. Pokręciłam wolno głową.
- Dobrze wiesz, że nie możemy. Pamiętasz, co było w trzeciej klasie? - przypomniałam sobie z nieukrywanym żalem. Jacy wtedy byliśmy głupi..
- Niestety..
Wspomnienie..
Trzynastoletni Draco z radością wyszedł na Błonia. Dzisiaj, po raz pierwszy było ciepło, odkąd skończyła się zima. Większa część uczniów także postanowiła cieszyć się ciepłem.
- Skaczemy? - zapytał blondyn do dziewczyny, która czytała książkę.
- Nie! - mruknęła zaczytana - właśnie jestem w najciekawszym momencie!
Draco miał jednak inne plany. Podszedł do swojej towarzyszki, która wcale go nie zauważyła.
- Gotowa na kąiel? - mruknął do jej ucha, po czym delikatnie wziął ją na ręce. Wykonał kilka szybkich kroków, po czym wrzucił blondynkę do jeziora. Po chwili sam wskoczył, głośno się śmiejąc.
- Jesteś nienormalny! Wiesz, że nie umiem pływać! - wrzasnęła na niego, odrzucając książkę na brzeg, żeby się nie pomoczyła.
- Przecież tu jest płytko - bronił się chłopak.
- A gdyby nie było? Dorośnij wreszcie! - zakończyła na koniec. Próbowała dojśc do brzegu, ale coś złapało ją za nogę.
- Puść mnie! Nie dość ci żartów?
- Ale to nie ja! - przestraszył się blondyn. Fatycznie, Alyss wyglądała, jakby coś chciało ją wciągnąć pod piach.
Po chwili blondynka zniknęła pod czystą wodą.
Draco atychmiast zanurkował, ale nigdzie nie mógł znaleźć przyjaciółki.
- Alyss!
- Tu jestem! - odezwała się, na drugim koncu brzegu. Nie była sama.
Draco szybko wydostał się z wody, po czym do niej dobiegł.
- Kim jesteś? - zapytał zdziwiony, widząc nieznajomą kobietę. Nie była jednak normalna. Była syreną.
- Istoty ludzkie - odezwała się postać poirytowanym głosem - psujecie mój spokój. Ostatnia szansa została przez was wykorzystana. Istoty ludzkie, jeżeli jeszcze raz przerwiecie mi mój sen, zginiecie marnie. Już na zawsze ja i moje siostry porwiemy was na samo dno jeziora. A więc nie próbujcie tego więcej. Żegajcie, istoty ludzkie - zakończyła śpiewnie rudowłosa. Dwójka uczniów stała jak sparaliżowana, dopóki syrna nie zamachała swoim ogonem i zniknęła.
- Mówiłam, że to zły pomysł?! Dlaczego ty mnie nie słuchasz?! - zakończyła trzynastolatka z ogromnym wyrzutem. Obrażona poszła się przebrać. Do blondyna nie odzywała się przez dwa dni
~*~
Chociaż dzisiaj mieliśmy z tego ubaw, to jednak jakaś cząstka strachu pozostanie na zawsze.
- Draco? - szturchnęłam go w ramię. Zasypiał.
- Co? - mruknał, głośno ziewając.
- Mamy minutę, żeby zdążyć na szlaban - powiedziałam spokojnie, patrząc na mój zegarek. Blondyn spojrzał się na mnie nieprzytomnie, po czym nagle orzeźwiał.
- No chodź! - ponaglił, ciągnąc mnie za rękę.
Gdyby był bardziej spostrzegawczy to zobaczyłby, że mamy jeszcze dziesięć minut.
Chwilę później stalismy przed gabinetem Filcha.
- Żartowałam - uśmiechnęłam się słodko w jego stronę, na co spojrzał się na mnie zaskoczony?
- Jesteś nienormalna! - burknął w moim kierunku, na co mimowolnie wzruszyłam ramionami
- Cóż, taka moja natura.
Prychnął cicho.
- Mógłbym jeszcze spokojnie pospać, ale nie! Prawdą jest, że Ślizgoni są wredni, ale ty już przesadzasz.
- I tak nikt ciebie nie pokona.
Blondyn już zamierzał coś odpowiedzieć, ale w tym smym momencie drzwi od gabinety uchyliły się, pokazując twarz starca.
- A co wy tu bachoy robicie? - warknął na nasz widok - kolejny szlaban? Świetnie! No, dalej, za mną!
Oburzyłam się cicho, krzyżując ręce. Jakiś charłak nigdy nie będzie mną pomiatał. Nie ma takiej opcji.
- Twoja aura zamienia się na czarna. Źle przewiduje twoją przyszłośc - zginiesz marnie! - wysyczał Draco tonem, który podejrzanie przypominał profesor Trelawney.
Spojrzałam się na niego głupio, na co parsknął śmiechem.
- Za dużo spędzania czasu z osobami debilniejszymi od ciebie - podumowałam, mając na mysli Zabiniego i reszty "bandy" - jak czasami ich określałam.
- Masz na myśli swoją osobę? - mruknął cicho.
Oburzyłam się, ale oczywiście nie pozwolono mi dojść do słowa.
- Zamknąć się, głupie gówniarze! - znowu zrzędliwy ton Filcha przywołał nas do rzeczywistości.
- Odwal się, kretynie - burknął Draco tak cicho, że ja go ledwie usłyszałam.
- Jesteśmy! - oznajmił nagle uradowanym głosem, na co zdziwiłam się. Ten charłak zna jakieś uczucia oprócz złości. Tego nie wiedziałam!
Rozejrzałam się dookoła. W pomieszczeniu niewiele widziałam, ponieważ panował w nim półmrok. Jedynie migocząca żarówka dawała jakiekolwiek źródło światła. Wzdrygnęłam się, gdy zobaczyłam koło siebie pajęczyne. Czym prędzej doskoczyłam do Draco, cicho piszcząc. Fuj!
- Pająka zobaczyłaś? - mruknął ze śmiechem, ale go zignorowałam.
- I co my tu mamy robić? Sprzatać? - zapytałam się głupio. Ja tego bałaganu nawet palcem nie ruszę. Nie ma takiej opcji!
- Cicho bądź, smarkulo! Gdyby dyrektor McGonagall mi pozowoliła, już dawno zrobiłbym z wami wszystkimi porządek. Na sam poczatek wystarczyłyby łańcuchy, a potem by się zobaczyło.. - końcówkę wypowiadał bardzo cicho. Chyba myśła, że go nie słyszymy. Ten człowiek jest chory spychicznie! Osoiście mogę go do Munga przenieść.
- Mówienie do siebie to choroba! - wypsnęło mi się.
- Jesteście tylko małymi robaczkami, które trzeba zgnieść.. Oh, nie będe marnował na was mojego cennego czasu. Oddajcie różdżki!
Niechętnie wypełnilśmy polecenie. Tak naprawdę miałam ochotę przyłożyć mu w tę durną łepetynę. I po minie Draco sądziłam, że ma taki sam zamiar.
Filch wyszedł z pomieszczenia wraz z zapchloną kotką, tóra warczała na nas wrogo.
- Weź mnie stąd! - burczałam do blondyna, siadając na zakurzonym stole. Oprócz kurzu wydawał sie być czysty, co było jedyną pozytywną rzeczą w tej sytuacji.
Znajdowaliśmy się w jakieś graciarni (pełnej pająków!), a co najgorze to fakt, że nie mieliśmy jedynej broni - różdżek.
- No jasne, ale co będe z tego miał?
- Buziaka - odpowiedziałam bez zastanowienia. Wiedziałam, że i tak nas stąd nie wyciągnie, więc co miałam do stracenia?
Draconowi zaświecił się błysk w oku, który dobrze znałam. Miał plan.
- Obiecujesz? - zapytał mnie, a ja wolno pokiwałam głową.
- Obiecuje.
Arystokrata uśmiechnął się, po czym sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni podłużny przedmiot.
- Skąd masz różdżkę?! - pisnęłam wysokim głosem. Przecież widziałam, jak oddał ją Filchowi!
- Od Zabiniego. Mówiłem, że cię wyciągnę, księżniczko!
W jednej chwili wszystkie rzeczy zaczęły spowrotem układać się na swoje miejsce. Z zakoczeniem obserwowałam jak pomieszczenie przechodzi metamorfozę. Teraz wszystko zaczęło się błyszczeć. Nawet poznikały pajęczyny.
- Ej, no! Ja się tak nie bawie! - mruknęłam cicho, patrząc w swoje buty, tóre wydawały się takie interesujące.
- Dobra, obiecałam.. ale nie tutaj! Jeszcze są pająki! - próbowałam przedłużyć sprawę.
Draco wzruszył ramionami, po czym szeroko się uśmiechnął.
- Nie ma sprawy. Chodźmy do mnie.
~*~
Owszem, bardzo lubię Malfoya. Jest dla mnie najlepszym przyjacielem, może nawet kimś więcej. Do teraz nie mogłam mysleć o Draco jak o potencjalnym chłopaku. Sama nie wiem dlaczego. Jednak ten rok zmienił całe moje życie. Zmienił również moje podejście do arystokraty. Zaczęło mi zależeć - bardzo. Jednak obawiam sie, że Draco tylko sie ze mną droczy. Następnego dnia powie, że spotkał kobietę swojego życia, a ja zostanę ze złamanym sercem. Naprawdę, wolę tego uniknąć.
- Co się stało? - zapytał widząc moją markotną minę.
- Nie, nic - uśmiechnęłam się, modląc, żeby\ nie wyszło zbyt sztucznie.
- To gdzie moja nagroda za uratowanie jakże kapryśnej ksieżnczki?
Oburzyłam się cicho.
- Wcale nią nie jestem!
Z cichym westchnieniem siadłam na łóżku, gdzie znajdował się blondyn. Przybliżyłam się do niego, a on uważnie śledził każdy mój ruch.
Spojrzałam mu w oczy. Resztkam samokontroli próbowałam nie zatopić się w jego szaroniebieskim spojrzeniu.
Przegrywałam.
- Na co czekasz? - szepnęłam wprost w jego usta.
Dzieliły nas milimetry.
Przegrałam swoją walkę z uczuciami.
Draco po prostu mnie pocałował.
I po raz kolejejny, i kolejny..
I przestałam myśleć.
I wszystko przestało mieć znaczenie.
I wtedy zrozumiałam - za bardzo mi zależy.
I nic, a nic mnie nie obchodziło.
I w tym momencie czułam się szczęśliwa.
Uśmiechnęłam się do siebie, po czym wtuliłam się w ramie Draco, a ten natychmiast mnie objął. Nie mówiliśmy nic - słowa by tylko przeszkadzały.
Po prostu byliśmy, chociaż w tym momencie.
Gdyby ktoś zadał mi pytanie: czy żałuję? bez wahania odpowiedziałabym: nie!
~*~
Po kolejnej godzinie przesiedzianej w ciszy, podniosłam się z wygodnego posłania.
- Zostań - poprosił blondyn, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem zmęczona. Dobranoc.. - po czym otworzyłam drzwi, wyszłam, a zanim je zamknęłam usłyszałam tylko:
- Dobranoc, księżniczko.
Mechanicznie położyłam się spać, uprzednio biorąc gorącą kąpiel. Niczego nie żałowałam.
Chociaż wcześniej miałam wątpliwości, to w tym momenie stały się one śmieszne.
Mam tylko nadzieje, że nasze relacje nie zmienią się na gorsze. Jednak gdyby poszły w drugim kierunku, nie miałabym nic przeciwko temu..
Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć.
Przed zapadnięciem w krainę marzeń, uświadomiłam sobie jedną, ważną rzecz.
Kocham tą aspołeczną mendę.
Bardzo.
W końcu, kiedy zasnęłam, śniłam o NIM. O tym, który skradł moje serce po raz pierwszy.
~*~
Bardzo obawiałam się poranka. Wiedziałam, że znowu go zobaczę, jednak obwiałam się jego reakcji.
- Raz wężowi śmierć - mruknęłam pod nosem, po czym z głębokim westchnieniem wyszłam z dormitorium.
Nigdzie nie mogłam zobaczyć blond czupryny, co przyjęłam ze smutkiem, ale swojego rodzaju radością.
Chcąc nie chcąc poszłam na śniadanie, nie licząc, że on tam będzie.
Był, a co gorsza - od razu mnie zauważył.
Uśmiechał się do mnie, co przyjęłam z radością. Zachowuje się jak kretynka, która zakochała się po raz pierwszy - bo właśnie tak było.
Może nie będzie aż tak źle, na jak liczyłam?
Spojrzał się na mnie z tymi swoimi wesołymi ognikami w oczach, gdy po zajęciu mojego stałego miejca ponownie go pocałowałam. Nie obchodziło mnie nic, tylko on.
Zaraz jednak można było usłyszeć wesołe głosy, oraz gwizdy:
- Nasze wężyki się połączyły!
A ja miałam to centralnie gdzieś. Jedynie Draco zareagował tym, że po prostu mnie przytulił. Ponownie po moim ciele rozeszła się fala bezpieczeństwa. Gdzie ja miałam oczy przez te siedem lat?!
Rozejrzałam się po stole Gryffonów. Siedziała tam Miona, która wpatrywała się w nas. Bezgłośnie zapytała się czy jesteśmy razem, na co również jej odpowiedziałam, nie używajac głosu:
- Chciałabym, ale nie..
Zrozumiała.
Na szczęście blondyn niczego nie zauważył, tylko jadł swoją jajecznicę, jakby to był ostatni posiłek w jego życiu.
- Przecież ci jedzenia nie zabiorę - posłałam mu współczujące spojrzenie, jescze bardziej czochając jego i tak potargane włosy.
Spojrzał się na mnie, po czym ręką zakrył talerz.
- Nie dam ci!
W tym samym czasie - stół Gryffindoru
- Alyss przyszła - mruknęła czarnowłosa dziewczyna, z uśmiechem wpatrywając się w bliźniaczkę. Harry w roztargnieniu pokiwał głową, ale nadal był pogrążony w rozmowie z Seamusem. Nie wiedziała, czy cokolwiek usłyszał.
Większa część domu Lwa z buczeniem przyjęła fakt, gdy Alyss i Draco się pocałowali. Niektórzy rzucali złośliwe uwagi.
- Oh, opanujcie się wreszcie! Jesteście dziećmi, czy jak?! - warknęła, na widok zachowania jej znajomych.
Jej siostra była szczęśliwa - i tylko to się liczyło. Nie ważne, że w tym zadufanym dupku. Cóź, jej sprawa.
- Jesteście razem? - zapytała bezgłośnie, kiedy Alyss spojrzała na nią. Widziała jak odpowiada jej przecząco, na co skrzywiła się. Wiedziała, że jej bliźniaczka potrzebuje porady. Koniecznie musiała z nią pogadać..
środa, 8 października 2014
Księga 4
Od rozpoczęcia roku szkolnego minęły niecałe dwa tygodnie, a ja już mam dość. Czy na każdym kroku muszą stać jakieś przeszkody? I czemu to dotyczy właśnie mnie?
Dzisiaj kolejny raz przeglądałam się w lustrze. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do mojego nowego wyglądu.
Jeszcze wczoraj miałam średniej długości włosy, koloru blond. Dzisiaj ich wielkość sięga do pasa. Kolor zmienił się na czarny. Do tego kształt i wygląd twarzy też jest o wiele lepszy (moja skromność sięga do bardzo wysokiego poziomu). Mogę z czystym sumieniem przyznać, że wyglądam na Ślizgonkę.
Nikomu się jeszcze nie pokazywałam. Jak przyjmą to do wiadomości?
Dzisiaj jest niedziela, więc od jutra muszę chodzić na zajęcia.
Pisałam z Mioną. Ona również zmieniła wygląd, ale nie chce siebie opisać. Tak jak ja zaszyła się w swoim prywatnym dormitorium. Wszystko wskazuje na to, że obie zrobimy wielkie wejście. Może będziemy do siebie podobne?
W każdym razie musimy poczekać. W pewnym sensie nie mogę doczekać się, co powie Draco..
~*~
- Gotowa? - zapytała mnie Miona z uśmiechem, kiedy stałyśmy pod Wielką Salą. Wyglądałyśmy zupełnie jak bliźniaczki! Nwet ubranie miałyśmy podobne: czarna koszulka z białym napisem, do tego zwykłe dżinsy.
Pech chciał, że musiałyśmy spóźnić się na śniadanie. Aktualnie wrota były zamknięte, więc wszyscy byli już w środku, oprócz nas, oczywiście. W sumie dlaczego to mnie nie dziwi? Tam gdzie ja, tam musi być szum. To jest pewne tak jak to, że kłopoty pchają się do mnie drzwiami i oknami, chociaż ja o to nie proszę.
- I tak przefarbuje włosy na czerwono - mruknęłam cicho. Hermiona spojrzała się na mnie dziwnie, po czym sprawnym ruchem przekręciła klamkę. Mruknęłam cos pod nosem.
Popchnęłam drzwi do przodu, a kiedy się owtorzyły, to wspólnie weszłyśmy do środka.
Oczywiście chwilę później wszystkie rozmowy ustały, a prawie wszyscy wpatrywali się nas jak w kolejny cud świata.
Reszta miała nas gdzieś, za co byłam im pierwszy raz wdzięczna.
- No, chyba ludzi nigdy nie widzieli - podsumowałam, teatralnie wzdychając.
Każda z nas spokojnie podeszła do swojego stołu, żeby ku jeszcze większej sensacji zająć się w spokoju śniadaniem.
- Cześć - mruknęłam do blondyna, kiedy zajełam swoje miejsce. Najpierw spojrzał się na mnie, a potem jego oczy zrobiły się jeszcze większe.
- To ty, czy to nie ty? - mruknął na mój widok.
Uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że ja, idioto.
Draco burknął coś pod nosem, po czym na nowo zajął się swoim śniadaniem.
- Szo uuy sze szoboo szlobilasz? - zapytał z pełnymi ustami, na co skrzywliłam się z niesmakiem.
- Powtórz to, bo nie zrozumiałam.
- Co ty zrobiłaś z włosami? - ponownie zapytał, zabawnie marszcząc brwi. I dlaczego Granger wyglada TAK SAMO jak ty? To kolejny dowcip, bo zaczynam nie kumać..
- Lekko je.. zmieniłam - przerwałam jego rozkminy - zresztą nie chce mi się wyjaśniać. Jestem głodna. Później ci wszystko powiem.
Westchnęłam, wiedząc, że czeka mnie kolejna, ciężka rozmowa.
- Wiesz co?
- Co?
- Wyglądasz tak bardzo Ślizgońsko..
Wyszczerzyam się.
- To chyba dobrze, nie?
Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę, gdy ktoś nieoczekiwanie przerwał mi wpół słowa.
- JESTEŚ IDIOTKĄ, MIONA! JAK MOGŁAŚ!? - wrzesczał ten kretyn, Weasley. Spojrzałam się na niego, a potem na Hermionę nic nie rozumiejąc.
Większość obecnych widocznie postanowiła popatrzeć, na nigdy nie kłócąca się Trójcę, bo przypatrywali im się w milczeniu.
- JA JESTEM IDIOTKĄ?! SPÓJRZ NA SIEBIE! - wrzasnęła czarnowłosa, na co mimowolnie uśmiechęłam się. Kiedyś nigdy by nie odpowiedziała, tylko uciekła. Muszę nieskromnie przyznać, że to ja ją do tego doprowadziłam. Z grzecznej dziewczynki nabrała trochę charakteru.
Brawo, Alyss, właśnie zaczęłaś demoralizować własną siostrę!
Po krótkiej wymianie zdań, której niestety nie usłyszeliśmy, Miona wybiegła z Sali.
Wymieniłam spojrzenia z blondynem, a ten zaczął się śmiać.
- Wygląda na to, że Złota Trójca zaczyna się rozpadać! Oj, to było takie piękne! - parsknął cicho, na co natychmiast oburzyłam się.
- Daj już spokój. To nie jej wina, że to rude paskudstwo nie myśli. On jest jakiś niespełna psychicznie!
Burknęłam, wstając z miejsca.
- A ty gdzie?
- Do Miony, oczywiście - odpowiedziałam, lekko wzruszając ramionami.
- Co? Chyba nie masz zamiaru trzymać się z Gryfonami? Alyss, no! Bądź Ślizgonem!
Ponownie burknęłam coś pod nosem.
- Jestem Ślizgonem, Draco. A to, że całkiem dobrze dogaduje się z własną siostrą, to powinieneś umieć szanować. Nie moja wina, że jest z innego domu. Wcale mnie to nie interesuje! - odwarknęłam, po czym dumnym krokiem wymaszerowałam z pomieszczenia, wcześniej zakładając torbę na ramię.
~*~
Wiedziałam, że Hermiona prawdopodobnie czeka przed salą do Transmutacji. Nie pomyliłam się i tym razem.
- Mionuś! Nie przejmuj się tym idiotą - powiedziałam, gdy usiadłam koło niej przed drzwiami. Chociaż śniadanie się już prawie skończyło, to byłyśmy tylko my dwie. Widocznie nikt nie miał zamiaru czekać. Nawet dobrze - mogłyśmy w spokoju prozmawiać.
Mam tylko nadzieję, że Draco znowu za mną nie przyjdzie. Może znowu ten przygłup Zabini zacznie nawijać o Qudditchu.
- Nie przejmuje się - zapewniła mnie, na co jej uwierzyłam. Nie widać było, żeby płakała. Dobry znak.
- Jak on mógł tak powiedzieć? Przyjaźnimy się od ponad siedmiu lat! - westchnęła cicho, rozsuwając zamek torby. Wyjęła z niej książkę do Transmutacji (poziom zaawansowany), po czym jak gdyby nic zatopiła się w jakże nieciekawej lekturze.
Chociaż nie dawała po sobie poznać, to wiedziałam, że ją boli.
- Będzie dobrze. Weasley to przygłup, jakich mało.
Uśmiechnęłam się do niej, co niechętnie odwzajemniła. Powoli korytarz zaczął się zapełniać. Zerknęłam na zegarek, wiszący koło drzwi - za pięc minut lekcja. A my po prostu siedziałyśmy pod salą, nie zważając na spojrzenia pełne zdzwienia, szoku, a nawet radości.
Przymknęłam oczy. Nagle zachciało mi się spać.
- Bu! - krzyknął mi ktoś do ucha, na co przestraszyłam się. Oczywiście "pan" Malfoy postanowił mnie przestraszyć, no bo jak by inaczej?
Spojrzałam się na niego jak na debila, zanim odpowiedziałam.
- Spadaj na drzewo prostować banany.
Hermiona odłozyła książkę, i z nieodgadnionym wyrazie twarzy obserowała sytuację.
- Sądzisz, że jestem małpą? - odpowiedział na pozór spokojnie.
- Nie - odpowiedziałam - bardziej przypominasz wyrośniętego szympansa - dodałam z wrednym uśmieszkiem.
Widziałam, jak szybko wciąga powietze. Zaraz jednak się opanował.
- Cóż, ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem nachalnym paranoikiem, który przypomina trolla po wyjatkowym zaklęciu tną.. - nie zdążył dokończyć zdania, kiedy wściekły głos mu przerwał.
- Panie Malfoy! Minus pięć punktów za obrażanie koleżanki - usłyszeliśm McSztywną, stojąc przed nami - i w dodatku szlaban z panem Filchem. Przez tydzień.
Draco wydał z siebie coś pomiędzy piskiem, a kwinięciem. Zaśmiałam się paskudnie.
- Biedny Dracuś, jak mi cię szkoda..
-.. a panna Alyss ci pomoże - usłyszałam uddalający głos profesorki.
- Ale ja nic nie zrobiłam?! Malfoy, ty parszywa świnio - burknęłam w jego kierunku.
Następnie podniosłam się z zimnej podłogi, ciągnąc za sobą rozbawioną Mionę.
- A ty wiedźmo, z czego się cieszczysz? - mruknęłam, wchodząc do klasy. Na moje nieszczęcie ponownie usłyszała to McGonagall.
- Wypraszam sobie! - oburzyła się - Minus dziesięć punktów dla Slytherinu.
- Ale to nie było do pani, tylko do Granger - jęknęłam, ale zamiklłam widząc Mionę, która pokazywała, żebym się zamknęła. Niechętnie to uczyniłam, siadając na końcu pomieszczenia.
Chwilę potem dołączył do mnie Draco.
- Nie jestem parnoiczką - warknęłam w jego kierunku, a moje oczy pociemniały. Doskonale wie, że boję się tych wszystkich pająków i innych obleśnych stworów.
- Jesteś, pajączku - szepnął w moją stronę, na co próbowałam zepchnąć go z krzesła.
Całość oczywiście musiała zauważyć siwowłosa.
- Dwa tygodnie szlabanu. Obaj.
Jękneliśmy.
Dwa tygodnie z tym upierdliwym zgredem
- Nie ma szans - burknęłam, bawiąc się pergaminem. Co chwilę zwijałam go i rozwijałam.
- Bardzo kreatywne zajęcie - wyszczerzył się Draco, widząc moje poczynania.
Ochoczo przytaknęłam.
- Bardzo rozwijające, wiesz?
- Proszę o ciszę! - krzykneła profesorka. Widocznie nie tylko my mieliśmy gdzieś lekcję.
- Dobrze. Skoro wam się nudzi, to ze zwykłego piórka macie zrobić żabę. Zaklęcie doskonale znacie, więc do roboty!
Usłyszeliśmy zrzędliwy głos. Klasa cicho jęknęła, kiedy każdy dostał piórko, które pojawiło się znikąd.
Po kilku próbach z niebieskiego pióra wyszła mi jasnoniebieska żaba.
Śliczna.
Widziałam jak reszta klasy (oprócz Hermiony, oczywiście) nadal męczy się nad zadaniem.
- Może byś mi pomogła? - usłyszałam zaczepny głos blondyna.
- Nie.
Odpowiedziałam szczerze, ale widząc jego smutną minę zrezygnowałam.
- Wisisz mi Ognistą - mruknęłam cicho w jego kierunku.
- No źle machasz tą różdżką! - warknęłam na nego, po nieudancyh próbach. Salazarze, co za osioł.
- Zaraz mi wybijesz oko!
Po kilku próbach wychodziło mu nawet (o zgrozo!) zdeformowane żabo-podobne coś. Zawsze to jakiś postęp, nie?
Reszta lekcji minęła dość spokojnie. W dobrych humorach niechętnie poszliśmy na Historię Magii.
~*~
Zasypiam - pomyślałam, co chwila ziewając. Większość już zasnęła, więc było słychać ciche pochrapywania i monotonny głos profesora Binnsa. Co chwila szturchałam Draco w ramię. Tak po prostu - z nudów.
- Czy możesz przestać? - zirytował się - Próbuje słuchać!
Parsknęłam śmiechem, szybko zasłaniając usta. Nie chciałam, żeby reszta znowu na nas patrzyła jak na idiotów z innej galaktyki.
- Słuchać? Chyba spać! - zachchotałam, kładąc głowę na stolik. Strasznie niewygodna pozycja. Dlaczego szkolne stoliki muszą być takie twarde?
Ziewnęłam.
Po chwili poczułam, jak ktoś delikatnie (o ile to możliwe) ciągnie mnie za włosy. Warknęłam cicho - nienawidzę tego uczucia.
- Wara od włosów - mruknęłam nawet nie patrząc kto to robi. Wiadomo, że te upierdliwy ćwok. No bo kto inny?
- Nie. Nudzi mi się - zaśmiał się cicho, wciąż bawiąc się moimi puklami.
- No zostaw mnie, leniwy leniwcu - jęknęłam w jego kierunku, momentalnie odwracając się. Dlaczego on musi być taki.. taki uciążliwy?!
- Leniwy leniwiec - powtórzył, unosząc brwi - wow, bardzo oryginalne określenie. Coś jak masło maślane? No wiesz, takie bez sensu.
Pokwiałam głową.
- Mhm, coś w tym stylu - wzruszyłam ramionami - jakbyś nie wiedział, to moje zachowanie odbiega od normy. Ale ja nie jestem aspołeczna.. jak niektórzy w tym otoczeniu..
Spojrzałam się na niego wymownie, na co prychnął.
- Ja jestem aspołeczny? Ja?
Ponownie kiwnęłam głową.
- Bardzo. A teraz dobranoc - nie zważając na jego oburzoną minę położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy.
- Nie za dobrze ci? - mruknął cicho.
- Nie. Jesteś trochę niewygodny, ale da się przeżyć - zaśmiałam się, głośno ziewając.
- Weź ze mnie przykład i się połóź, a nie marudzisz.
- Ja marudzę? To ty gadasz.
Burknęłam cicho.
- Idź spać, głąbie.
Po niecałych pięciu minutach Morfeusz zabrał mnie w swoje objęcia.
Przez sen uśmiechnęłam się, gdy Draco mnie objął.
Dzisiaj kolejny raz przeglądałam się w lustrze. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do mojego nowego wyglądu.
Jeszcze wczoraj miałam średniej długości włosy, koloru blond. Dzisiaj ich wielkość sięga do pasa. Kolor zmienił się na czarny. Do tego kształt i wygląd twarzy też jest o wiele lepszy (moja skromność sięga do bardzo wysokiego poziomu). Mogę z czystym sumieniem przyznać, że wyglądam na Ślizgonkę.
Nikomu się jeszcze nie pokazywałam. Jak przyjmą to do wiadomości?
Dzisiaj jest niedziela, więc od jutra muszę chodzić na zajęcia.
Pisałam z Mioną. Ona również zmieniła wygląd, ale nie chce siebie opisać. Tak jak ja zaszyła się w swoim prywatnym dormitorium. Wszystko wskazuje na to, że obie zrobimy wielkie wejście. Może będziemy do siebie podobne?
W każdym razie musimy poczekać. W pewnym sensie nie mogę doczekać się, co powie Draco..
~*~
- Gotowa? - zapytała mnie Miona z uśmiechem, kiedy stałyśmy pod Wielką Salą. Wyglądałyśmy zupełnie jak bliźniaczki! Nwet ubranie miałyśmy podobne: czarna koszulka z białym napisem, do tego zwykłe dżinsy.
Pech chciał, że musiałyśmy spóźnić się na śniadanie. Aktualnie wrota były zamknięte, więc wszyscy byli już w środku, oprócz nas, oczywiście. W sumie dlaczego to mnie nie dziwi? Tam gdzie ja, tam musi być szum. To jest pewne tak jak to, że kłopoty pchają się do mnie drzwiami i oknami, chociaż ja o to nie proszę.
- I tak przefarbuje włosy na czerwono - mruknęłam cicho. Hermiona spojrzała się na mnie dziwnie, po czym sprawnym ruchem przekręciła klamkę. Mruknęłam cos pod nosem.
Popchnęłam drzwi do przodu, a kiedy się owtorzyły, to wspólnie weszłyśmy do środka.
Oczywiście chwilę później wszystkie rozmowy ustały, a prawie wszyscy wpatrywali się nas jak w kolejny cud świata.
Reszta miała nas gdzieś, za co byłam im pierwszy raz wdzięczna.
- No, chyba ludzi nigdy nie widzieli - podsumowałam, teatralnie wzdychając.
Każda z nas spokojnie podeszła do swojego stołu, żeby ku jeszcze większej sensacji zająć się w spokoju śniadaniem.
- Cześć - mruknęłam do blondyna, kiedy zajełam swoje miejsce. Najpierw spojrzał się na mnie, a potem jego oczy zrobiły się jeszcze większe.
- To ty, czy to nie ty? - mruknął na mój widok.
Uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że ja, idioto.
Draco burknął coś pod nosem, po czym na nowo zajął się swoim śniadaniem.
- Szo uuy sze szoboo szlobilasz? - zapytał z pełnymi ustami, na co skrzywliłam się z niesmakiem.
- Powtórz to, bo nie zrozumiałam.
- Co ty zrobiłaś z włosami? - ponownie zapytał, zabawnie marszcząc brwi. I dlaczego Granger wyglada TAK SAMO jak ty? To kolejny dowcip, bo zaczynam nie kumać..
- Lekko je.. zmieniłam - przerwałam jego rozkminy - zresztą nie chce mi się wyjaśniać. Jestem głodna. Później ci wszystko powiem.
Westchnęłam, wiedząc, że czeka mnie kolejna, ciężka rozmowa.
- Wiesz co?
- Co?
- Wyglądasz tak bardzo Ślizgońsko..
Wyszczerzyam się.
- To chyba dobrze, nie?
Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę, gdy ktoś nieoczekiwanie przerwał mi wpół słowa.
- JESTEŚ IDIOTKĄ, MIONA! JAK MOGŁAŚ!? - wrzesczał ten kretyn, Weasley. Spojrzałam się na niego, a potem na Hermionę nic nie rozumiejąc.
Większość obecnych widocznie postanowiła popatrzeć, na nigdy nie kłócąca się Trójcę, bo przypatrywali im się w milczeniu.
- JA JESTEM IDIOTKĄ?! SPÓJRZ NA SIEBIE! - wrzasnęła czarnowłosa, na co mimowolnie uśmiechęłam się. Kiedyś nigdy by nie odpowiedziała, tylko uciekła. Muszę nieskromnie przyznać, że to ja ją do tego doprowadziłam. Z grzecznej dziewczynki nabrała trochę charakteru.
Brawo, Alyss, właśnie zaczęłaś demoralizować własną siostrę!
Po krótkiej wymianie zdań, której niestety nie usłyszeliśmy, Miona wybiegła z Sali.
Wymieniłam spojrzenia z blondynem, a ten zaczął się śmiać.
- Wygląda na to, że Złota Trójca zaczyna się rozpadać! Oj, to było takie piękne! - parsknął cicho, na co natychmiast oburzyłam się.
- Daj już spokój. To nie jej wina, że to rude paskudstwo nie myśli. On jest jakiś niespełna psychicznie!
Burknęłam, wstając z miejsca.
- A ty gdzie?
- Do Miony, oczywiście - odpowiedziałam, lekko wzruszając ramionami.
- Co? Chyba nie masz zamiaru trzymać się z Gryfonami? Alyss, no! Bądź Ślizgonem!
Ponownie burknęłam coś pod nosem.
- Jestem Ślizgonem, Draco. A to, że całkiem dobrze dogaduje się z własną siostrą, to powinieneś umieć szanować. Nie moja wina, że jest z innego domu. Wcale mnie to nie interesuje! - odwarknęłam, po czym dumnym krokiem wymaszerowałam z pomieszczenia, wcześniej zakładając torbę na ramię.
~*~
Wiedziałam, że Hermiona prawdopodobnie czeka przed salą do Transmutacji. Nie pomyliłam się i tym razem.
- Mionuś! Nie przejmuj się tym idiotą - powiedziałam, gdy usiadłam koło niej przed drzwiami. Chociaż śniadanie się już prawie skończyło, to byłyśmy tylko my dwie. Widocznie nikt nie miał zamiaru czekać. Nawet dobrze - mogłyśmy w spokoju prozmawiać.
Mam tylko nadzieję, że Draco znowu za mną nie przyjdzie. Może znowu ten przygłup Zabini zacznie nawijać o Qudditchu.
- Nie przejmuje się - zapewniła mnie, na co jej uwierzyłam. Nie widać było, żeby płakała. Dobry znak.
- Jak on mógł tak powiedzieć? Przyjaźnimy się od ponad siedmiu lat! - westchnęła cicho, rozsuwając zamek torby. Wyjęła z niej książkę do Transmutacji (poziom zaawansowany), po czym jak gdyby nic zatopiła się w jakże nieciekawej lekturze.
Chociaż nie dawała po sobie poznać, to wiedziałam, że ją boli.
- Będzie dobrze. Weasley to przygłup, jakich mało.
Uśmiechnęłam się do niej, co niechętnie odwzajemniła. Powoli korytarz zaczął się zapełniać. Zerknęłam na zegarek, wiszący koło drzwi - za pięc minut lekcja. A my po prostu siedziałyśmy pod salą, nie zważając na spojrzenia pełne zdzwienia, szoku, a nawet radości.
Przymknęłam oczy. Nagle zachciało mi się spać.
- Bu! - krzyknął mi ktoś do ucha, na co przestraszyłam się. Oczywiście "pan" Malfoy postanowił mnie przestraszyć, no bo jak by inaczej?
Spojrzałam się na niego jak na debila, zanim odpowiedziałam.
- Spadaj na drzewo prostować banany.
Hermiona odłozyła książkę, i z nieodgadnionym wyrazie twarzy obserowała sytuację.
- Sądzisz, że jestem małpą? - odpowiedział na pozór spokojnie.
- Nie - odpowiedziałam - bardziej przypominasz wyrośniętego szympansa - dodałam z wrednym uśmieszkiem.
Widziałam, jak szybko wciąga powietze. Zaraz jednak się opanował.
- Cóż, ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem nachalnym paranoikiem, który przypomina trolla po wyjatkowym zaklęciu tną.. - nie zdążył dokończyć zdania, kiedy wściekły głos mu przerwał.
- Panie Malfoy! Minus pięć punktów za obrażanie koleżanki - usłyszeliśm McSztywną, stojąc przed nami - i w dodatku szlaban z panem Filchem. Przez tydzień.
Draco wydał z siebie coś pomiędzy piskiem, a kwinięciem. Zaśmiałam się paskudnie.
- Biedny Dracuś, jak mi cię szkoda..
-.. a panna Alyss ci pomoże - usłyszałam uddalający głos profesorki.
- Ale ja nic nie zrobiłam?! Malfoy, ty parszywa świnio - burknęłam w jego kierunku.
Następnie podniosłam się z zimnej podłogi, ciągnąc za sobą rozbawioną Mionę.
- A ty wiedźmo, z czego się cieszczysz? - mruknęłam, wchodząc do klasy. Na moje nieszczęcie ponownie usłyszała to McGonagall.
- Wypraszam sobie! - oburzyła się - Minus dziesięć punktów dla Slytherinu.
- Ale to nie było do pani, tylko do Granger - jęknęłam, ale zamiklłam widząc Mionę, która pokazywała, żebym się zamknęła. Niechętnie to uczyniłam, siadając na końcu pomieszczenia.
Chwilę potem dołączył do mnie Draco.
- Nie jestem parnoiczką - warknęłam w jego kierunku, a moje oczy pociemniały. Doskonale wie, że boję się tych wszystkich pająków i innych obleśnych stworów.
- Jesteś, pajączku - szepnął w moją stronę, na co próbowałam zepchnąć go z krzesła.
Całość oczywiście musiała zauważyć siwowłosa.
- Dwa tygodnie szlabanu. Obaj.
Jękneliśmy.
Dwa tygodnie z tym upierdliwym zgredem
- Nie ma szans - burknęłam, bawiąc się pergaminem. Co chwilę zwijałam go i rozwijałam.
- Bardzo kreatywne zajęcie - wyszczerzył się Draco, widząc moje poczynania.
Ochoczo przytaknęłam.
- Bardzo rozwijające, wiesz?
- Proszę o ciszę! - krzykneła profesorka. Widocznie nie tylko my mieliśmy gdzieś lekcję.
- Dobrze. Skoro wam się nudzi, to ze zwykłego piórka macie zrobić żabę. Zaklęcie doskonale znacie, więc do roboty!
Usłyszeliśmy zrzędliwy głos. Klasa cicho jęknęła, kiedy każdy dostał piórko, które pojawiło się znikąd.
Po kilku próbach z niebieskiego pióra wyszła mi jasnoniebieska żaba.
Śliczna.
Widziałam jak reszta klasy (oprócz Hermiony, oczywiście) nadal męczy się nad zadaniem.
- Może byś mi pomogła? - usłyszałam zaczepny głos blondyna.
- Nie.
Odpowiedziałam szczerze, ale widząc jego smutną minę zrezygnowałam.
- Wisisz mi Ognistą - mruknęłam cicho w jego kierunku.
- No źle machasz tą różdżką! - warknęłam na nego, po nieudancyh próbach. Salazarze, co za osioł.
- Zaraz mi wybijesz oko!
Po kilku próbach wychodziło mu nawet (o zgrozo!) zdeformowane żabo-podobne coś. Zawsze to jakiś postęp, nie?
Reszta lekcji minęła dość spokojnie. W dobrych humorach niechętnie poszliśmy na Historię Magii.
~*~
Zasypiam - pomyślałam, co chwila ziewając. Większość już zasnęła, więc było słychać ciche pochrapywania i monotonny głos profesora Binnsa. Co chwila szturchałam Draco w ramię. Tak po prostu - z nudów.
- Czy możesz przestać? - zirytował się - Próbuje słuchać!
Parsknęłam śmiechem, szybko zasłaniając usta. Nie chciałam, żeby reszta znowu na nas patrzyła jak na idiotów z innej galaktyki.
- Słuchać? Chyba spać! - zachchotałam, kładąc głowę na stolik. Strasznie niewygodna pozycja. Dlaczego szkolne stoliki muszą być takie twarde?
Ziewnęłam.
Po chwili poczułam, jak ktoś delikatnie (o ile to możliwe) ciągnie mnie za włosy. Warknęłam cicho - nienawidzę tego uczucia.
- Wara od włosów - mruknęłam nawet nie patrząc kto to robi. Wiadomo, że te upierdliwy ćwok. No bo kto inny?
- Nie. Nudzi mi się - zaśmiał się cicho, wciąż bawiąc się moimi puklami.
- No zostaw mnie, leniwy leniwcu - jęknęłam w jego kierunku, momentalnie odwracając się. Dlaczego on musi być taki.. taki uciążliwy?!
- Leniwy leniwiec - powtórzył, unosząc brwi - wow, bardzo oryginalne określenie. Coś jak masło maślane? No wiesz, takie bez sensu.
Pokwiałam głową.
- Mhm, coś w tym stylu - wzruszyłam ramionami - jakbyś nie wiedział, to moje zachowanie odbiega od normy. Ale ja nie jestem aspołeczna.. jak niektórzy w tym otoczeniu..
Spojrzałam się na niego wymownie, na co prychnął.
- Ja jestem aspołeczny? Ja?
Ponownie kiwnęłam głową.
- Bardzo. A teraz dobranoc - nie zważając na jego oburzoną minę położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy.
- Nie za dobrze ci? - mruknął cicho.
- Nie. Jesteś trochę niewygodny, ale da się przeżyć - zaśmiałam się, głośno ziewając.
- Weź ze mnie przykład i się połóź, a nie marudzisz.
- Ja marudzę? To ty gadasz.
Burknęłam cicho.
- Idź spać, głąbie.
Po niecałych pięciu minutach Morfeusz zabrał mnie w swoje objęcia.
Przez sen uśmiechnęłam się, gdy Draco mnie objął.
Subskrybuj:
Posty (Atom)