piątek, 26 września 2014

Prolog

"It’s harder starting over Than never to have changed"
(Linkin Park - Blackbirds)

Podniosłam nieprzytomne spojrzenie na człowieka, który uważał się za niewiadomo kogo. No bo jaki szanujący się czarodziej wrzeszczy na środku krytarza, czy będziemy razem. Oczywiście nic mu nie odpowiedziałam, bo nie chciałam zrobić większej "siary". Eh.. co ja mam z tym mutantem?

- Nie, Draco - warknęłam na niego, ponownie zakopując się w srebrno-zielonej pościeli. Ciepełko, dużo ciepełka..
 Dopiero godzina ósma (i to w dodatku SOBOTA!), a ten pajac już ściąga mnie z łóżka. To, że on ma trening, to nic, a nic mnie nie obchodzi. Jego sprawa, nie moja.

- Wstawaj, leniwa świnio! - usłyszałam nad swoim uchem zrzędliwy głos młodego starca.

- Co?! - podniosłam się gwałtownie, wyciągając zza głowy poduszkę, by zaraz walić go z całej siły po głowie. NIKT nie ma prawa nazywać mnie świnią. Leniwa może jestem.. ale tylko troszkę.

- Przeproś, idioto! - wydyszałam. Dopiero co wstałam, a już musiałam użyć siły fizycznej. Zaraz złamie sobie paznokieć! Niee.. z tym ostatnim, to żartowałam. Nie jestem tym typem kobiety, której pasją jest przymierzanie ubrań i malowanie paznokci na różowo.

- OK, PRZEPRASZAM! - wykrzyknął wyrywając mi narzędzie prawie doskonałej zbrodni. Zaraz jednak się wyszczerzył.

- Przyjnajmniej się obudziłaś, słońce.

Spojrzałam na niego, a mój wzrok natychmiast zrobił sie jeszcze bardziej gniewny.

- Nie jestem słońcem. A tym bardziej nie twoim!

- Racja - odpowiedział, uśmiechajac się złośliwie - teraz wyglądasz jak ledwie żywy kurczak, któy stoczył walkę na śmierć i życie.

Burknęłam coś pod nosem, po czym obrażona wyszłam do łazienki, uprzednio biorąc za sobą luźne ubrania. Odprowadził mnie głupawy śmiech blond włosego arystokraty.
Bogowie, jak ja go nie nawidzę!

~*~

- Gotowa, skarbie? - zapytał na mój widok. Przewróciłam oczami, ale nie odpowiedziałam. Dośc sprawnie wyszliśmy na zatłoczony korytarz, a wszyscy od razu zerknęli na nas kątem oka. Cóż, nie ukrywajmy,  w domu Węża nie ma takiej osoby, która by nas nie znała. Ah.. ta moja skromność!
Postanowiłam to wykorzystać.. zemsta jest słodka!

- To jak misiaczku-pysiaczku, idziemy na Błonia? Dracusiu, potrafisz być taki uroczy! - wykrzyknęłam, sztucznie zatrzebiotałam, po czym szybko zatrzepotałam rzęsami .

"Misiaczek-pysiaczek" miał dość głupawą minę, podobnie jak wszyscy, którzy mnie dobrze nie znali. Głownie to jeszcze maluchy. Mniejsza połowa doskonale wiedziała, po co zrobiłam. Wyszczerzyłam się do siebie, po czym jako pierwsza opuściłam pokój wspólny Slytherinu.

- Alyss! Jak mogłaś?! - parsknął z wyrzutem chłopak, kiedy staliśmy na dość chłodnych Błoniach.

- Przez ciebie moja reputacja spadła! - zaszlochał teatralnie, na co w moich oczach pojawiły się wszystkim znane iskierki.

- Oj, nie martw się! Twoja reputacja jest tak bardzo niska, że już niżej nie mogła spaść - pocieszyłam go.

- To jak, idziemy na ten trening? Bo zaczyna mi się robić zimno! - poskarżyłam się, tupiąc nogami jak mała dziewczynka.

- Okej! Ścigamy się do ostatniego drzewa, po lewej stronie.
Start! - krzyknął niespodziewanie chłopak, po czym od razu rzucił się naprzód.

- Ej! Oszust! - krzyczałam za nim, próbując go dogonić, ale niestety, dość z marnym skutkiem.

Po Błoniach co chwile rozbrzmiewały wesołe śmiechy, albo gniewne mruknięcia. Czas minął nam tak szybko, że musieliśmy już iść na śniadanie, które rozpoczynało sie wpół do dziesiątej.

W wyśmienitych humorach wkroczyliśmy do zamku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz