sobota, 27 września 2014

Księga 1

Dopiero początek roku szkolnego (nie minął jeszcze tydzień), a ja już powoli mam dosyć. Prace domowe wykańczając mnie doszczędnie, nawet nie mam kiedy wyjść gdzieś z Draco, ani poćwiczyć przed sezonem Qudditcha. Jeszcze nauczyciele się czepiają, że nie słuchamy, ale to nie moja wina, że arystokrata odwraca moją uwagę. Wszyscy nagle zaczęli się czegoś czepiać..
 - Zobacz, Grzmotter i jego wierne pieski! - zachciotałam, ciągnąc blondyna za rękę. Złota Trójca Gryffindoru dumnym krokiem minęła nas, nie zaszczycając ani jednym spojrzeniem. Ponownie zachchotałam i pokazałam tej durnej szlamie język.

- Szlama! - krzyknęłam, aby mnie usłyszała. Nie było żadnego nauczyciela w pobliżu, więc czemu miałabym jej nie podokuczać?

- Słucham? Powtórz to - wycedziła, natychmiast się odwracając.

- Co? SZLAMA? - powtórzył Draco, uśmiechając się złośliwie. Granger wyciągnęła różdżkę, ale Weasley był szybszy.

- Odwołaj to! - wakrnął na mnie.

Draco tylko się zaśmiał, pociągając mnie za rękę.

- Zostaw, słońce, nie warto. Pansy zorganizwała małą imprezę, może pójdziemy? - spytał, ignorując "Wybawicieli".

Zacisnełam usta, i szybko pokręciłam przeczaco głową. Nienawidzę tej całej Parkinson, a ten zadufany w sobie arystokrata doskonale o tym wiedział. Mops jest głupią, sztuczną zołzą. W dodatku czuje coś do Draco.

- Czemu nie? Zazdrosna? - szepnął mi do ucha. Nie zareagowałam, tylko ostrzegająco wyciągnełam "magiczny patyk" i stanęłam naprzeciwko Granger. Może i jest mądra, ale zupełnie nie radzi sobie w pojedynkach. Typowe dla jej szlachetnego domu.

- Dobrze wiesz, że przegrasz - prowokowałam ją, lekko przytupując nogą. Wiedziałam, że wykona pierwszy ruch.

Słyszałam jak Draco cicho wzdycha, ale zupełnie go zignorowałam.

- Alyss! No chodź!

- Cicho bądź! - fuknęłam na niego. Kątem oka zobaczyłam, jak Grzmotter powoli zbliża się do nas.

- Nie wtrącaj się, to nasza sprawa! - warknęłam w jego kierunku.

- Drętwota! - zareagowała w końcu brązowowłosa, ale ze znudzeniem zablokowałam zaklęcie. Cóż, ułożona dziewczynka pewnie nie zna więcej zaklęć. Myślałam, że będzie dużo ciekawiej. Ale co mogę spodziewać się po rudej wiewiórze, która już uciekła? Albo po Grzmottterze, który z podkulonym ogonem schował się w kąt? I ta Granger.. uh..

- W sumie to masz rację - wyzywająco spojrzałam Granger w oczy - ona jest strasznie nudna. Chodźmy gdzie indziej.

~*~

- I tak wiem, że mnie kochasz - wzruszył ramionami blondyn, a ja spojrzałam na niego z wielkim rozbawieniem.

- Słucham? My się tylko przyjaźnimy, Smoczku. Nic więcej - westchnęłam, widząc jego martkotną mimikę twarzy.

- Ale na tą żałosną imprezę nie idę - oświadczyłam, shodząc po ostatnich schodach. Nie lubię być w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Tu jest zimno, ciemno, a ja wole jasne miejsca. Dlaczego nie możemy mieszkać w wierzy, jak ten durny Gryffinor?

- Spoko. To co robimy?

- Muszę napisać esej na Eliskiry, nauczyć się z Trasmutacji, no i takie tam - zbyłam go, wchodząc do pokoju.

- Widzimy się później - zamknęłam za sobą drzwi.

Uśmiechnęłam się do siebie, jednak znów nie było mi do śmiechu. Nie wiem, kiedy będę mogła powiedzieć Draco prawdę. Na pewno mnie nie zrozumie, tylko wyśmieje i zostawi. Dlaczego to zawsze muszę być ja?

Głupia Granger!

Z roztargnieniem wyjęłam czysty pergamin i pióro.
Musimy się koniecznie spotkać.. i wszystko sobie wyjaśnić. Nie obchodzi mnie to, że nie masz czasu, ani mnie nie lubisz. Dzisiaj, opuszczona sala nr. 178. Wiesz, gdzie to jest. Najlepiej o godzinie 18, więc nie spóźnij się. Dobrze wiesz, dlaczego do ciebie piszę, więc nie wykręcaj się, Granger!

A. Elison

Ps. Bądź sama!
 


Szybkim krokiem podeszłam do płomykówki, która na mój widok zahukała radośnie. Wypuściłam ją z klatki i delikatnie podałam jej list.




- Wiesz gdzie masz go zanieść - szepnełam do niej, a sówka popatrzyła się na mnie mądrymi oczyma. Zrozumiała.

Teraz wystraczyło tylko czekać, aż będzie ta godzina..

~*~

- Jesteś - mruknęłam do niej, patrząc na zegarek.. Punktualnośc to kolejna cecha Gryffonów?

- O co ci chdzi, Alyss? - zwróciła się do mnie po imieniu, na co wciagnęłam ze świstem powietrze.

- Nie odzywaj się tak do mnie. Nic nas nie łączy.

Zaprzeczyłam samej sobie. Granger prychnęła.

- Nic, masz rację. Łączy nas tylko matka - zironizowała, patrząc mi wyzywająco w oczy.

- Ona nie jest moją matką! - oburzyłam się, zrywając z ławki. Ta kobieta nie ma prawa tak się nazywać. Nic dla mnie nie znaczy, to kompletnie oa osoba. Nie chcę jej znać. Opuściła mnie, kiedy byłam niemowlakiem. Przecież nic jej nie zrobiłam! Nie chciała nas, byłyśmy tylko kolejnym ciężarem.

- Nazywasz tą kobietę swoją matką?! Ona nas porzuciła, Hermiona! I choć tak bardzo się różnimy, to nadal jesteś moją siostrą. Trafiłyśmy do różnich rodzin, gdyby nie to, możliwe, że byłybyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Nigdy jej tego nie wybaczę, rozumiesz? Nigdy!

Odpowiedziała mi cisza.

Po mojej twarzy zaczęły skapywać pierwsze łzy. Zatkałam usta dlonią i osunęłam się na pobliskiej ścianie.

- Nie płacz - szepnęła cicho brązowołosa. Po jej tonie głosu od razu wyczułam, że również zaczęła płakać.
- Przepraszam cię, za wszystko..
Przytuliła mnie do siebie. Nie wiem, ile tak twałyśmy. Nie mówiłyśmy nic, bo słowa były zbędne.

Po prostu byłyśmy.
Siostra z siostrą.
Po tylu latach.
Tak różne, jednak takie same.

~*~

Do swojego pokoju zamierzałam wrócić niepostrzeżenie. Z Gryfonką zagadałyśmy się do późna, w końcu wszystko sobie wyjaśniałyśmy. Okazało się, że mamy dużo wspólnych cech i zachowań. Ważne jest, że zachowałyśmy nic porozumienia. Draconowi nie zamierzam nic mówić, w końcu on na typowego Ślizgona nie trzyma się z gorszymi od siebie. A ja, cóż.. zaczełam pzyjaźń z jedną osobą z "wielkiej Trójcy", a to na pewno go zrazi. I chociaż się przyjaźnimy to wiem, że będzie tylko gorzej.

- Gdzie byłaś? Nie było cię w pokoju! - zauważył blondyn, kiedy wchodziłam do pokoju wspólnego. Kurde, miał nic nie poderzewać..

- Ee.. na Błoniach. Nie mogłam zasnąć, no i rozumiesz.. - wykręciłam się, nie patrząc mu w oczy. Wiedział, że kłamie.

- A ja jestem Zbawicielem Świata - zironizował, wychodząc.

- Ej! Nie pomyliłeś się? - zwróciłam mu uwagę, że wszedł do mnie. I co jeszcze?! Może tu zamieszka?

- Swój pokój masz obok!

- No i? - podniósł brew, wygodnie kładąc się na MOIM łóżku.

- Jestem zmęczona, dochodzi pierwsza - burknęłam, kiedy nie chciał zejść. Nawet próbowałam go zepchnąc, ale nawet nie poruszył się o milimetr. Za to ja ledwie stałam na nogach.

- Grubas! - pokazałam mu język i poszłam do łazienki, przy okazji zwinnie łapiąc wymierzoną w moą głowę poduszkę.

~*~

- No sio! - zganiłam go, głośno ziewając. Właśnie wzięłam odprężającą kąiel w nadziei, że kiedy przyjdę, jego już tu nie będzie. Ale oczywiście musiałam się mylić, bo jakby inaczej.

- Ok, ale powiedz mi, gdzie byłaś?

Uparciuch.

- Z mam nadzieje przyjaciółką, Draco - powiedziałam szczerze, patrząc mu prosto w oczy. Wiedziałam, że tym razem uwierzył, bo odetchnął cicho.

Uśmiechnął się cwanie.

- I tak nie wyjdę.

- Jak chcesz - wzruszyłam ramionami i położyłam się na łóżku. Przykryłam się mięciutką kołdrą i przytuliłam się do tego odrażającego chama.

- Dobranoc - mruknęłam, a po chwli Morfeusz zabrał mnie w swoje obięcia.

Śniłam o tym, jak wyglądałoby moje życie, gdyby moja matka nas nie zostawiła. Na pewn byłoby bardziej kolorowe, ale ja stałabym się zupełnie inną osobą. I na pewno nie poznałabym Draco..


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz