Nie myśleć o matce, nie myśleć.. - powtarzałam w myśli. Dość! Dzisiaj, chociaż raz, chcę zacząć normalnie żyć..
~*~
W końcu zajęcia się skończyły, a ja miałam czas dla siebie. Draco był na "zebraniu" - jako kapitan drużyny wyjaśniał innym nową taktykę. Ja (na szczęście!) nie musiałam brać w tym udziału, ponieważ głównie ja to wymyśliłam.
Dzisiaj wyjątkowo na Błoniach było ciepło. Cóż, chociaż jest już listopad, to zdarzają się gorące dni.
Położyłam się koło mojego ulubionego drzewa. Było duże, więc dawało skuteczną ochronę przed oślepiającym słońcem. W dodatku delikany szum liści zawsze mnie odprężał.
Westchnęłam cicho.
Nawet nie wiem, jak mam traktować Draco. Z jednej strony jest dla mnie przyjacielem, ale z drugiej..
I w dodatku cała ta sprawa z niby moją matką. Ja już nie wiem, kim ona jest.. i kim ja jestem. Gdzie są moi prawdziwi rodzice?
Przez naukę nie miałam czasu przemyśleć paru spraw. Wszystko wskazuje na to, że będę musiała się spotkać z Christiną w cztery oczy.
~*~
Wysłałam jej sowę, z nadzieją, że odpiszę. Gdyby chciała się spotkać, to będe jutro czekała w Trzech Miotłach o szesnastej. Sama. Jako, iż jestem pełnoletnia, to mogę bez konsekwencji sama wychodzić do Hogsmeade. Jednak zawsze muszę wracać przed zamknięciem bramy. Na pewno zdąże.
- Co tam? - usyłyszałam wesoły głos blondyna, który własnie dosiadł się do mnie. Wspólnie siedzieliśmy przed gorącym kominkiem, z którego wesoło trzaskał ogień.
Przewróciłam oczami.
- Nie masz innych zajęć? - ignrując pytanie - próbuję myśleć.
Słyszałam jak wzdycha.
- Jaka niemiła się zrobiłaś. Widocznie pobyt w Slytherinie źle ci służy.
- Przepraszam - szepnęłam - po prostu pogubiłam się w tym wszystkim. Już nawet nie wiem, kim jestem - powiedziałam spokojnie, odwracając się w jego stronę.
- Nie wiem, kim są moi rodzice, ani skąd pochodzę. Przez te wakacje mój cały światopogląd się zmienił. Moją siostrą - bliźniaczką - została osoba, której nienawidziłam. Chcę spowrotem wrócić do mojego domu, moich rodziców. Czy to tak dużo? Wiem, że jestem adoptowana. Już nie mam gdzie wracać na święta, czy wakacje - zakończyłam swój monolog, a oczy mi się zaszkliły.
Draco delikatnie mnie objął a ja przymknęłam oczy, z których wydostały się pierwsze łzy.
- Wiem kim jesteś - powiedział nagle, po głębszym zastanowieniu - jesteś piękna, mądra, a przede wszystkim iście Ślizgońska. Serio, nie znam bardziej wrednej osoby niż ty. Jesteś więcej niż tylko przyjaciółką, jedyną osobą na której mi zależy. Więc proszę, nie mówi mi, że jesteś nikim. Bo sama wiesz, że to nieprawda - zakończył, a ja zarumieniłam się lekko.
Cóż, po tym wyznaniu lekko mnie zamurowało.
- Dziękuje - spojrzałam mu w oczy - za to, że jesteś.
~*~
Przez cały następny dzień chodziłam jak na szpilkach. Na szczęście ten upierdliwy gumochłon - Filch musiał gdzieś wyjechać, więc dyrektor odpuściła nam szlaban.
Jak zwykle usiadłam na swoim miejscu podczas obiadu. Nie byłam głodna, przyszłam tylko po to, żeby zobaczyć się z Draco.
- Kiedy trening? Dawno nie było. Chyba nie chcesz, żeby Gryffoni wygrali? - zapytałam, lekko prowokującym głosem. Od rana nie miałam humoru - to pewnie przez pogodę. Chyba zaczęły się zimowe dni. Było zimno, wiał wiatr i padał deszcz. Jednym słowem - okropność.
- Chcesz dzisiaj? Taka piękna pogoda.. - odpowiedział tym samym.
Skrzywiłam się, wyglądając przez okno.
- Dzisiaj i tak jestem zajęta. Oh, mam nadzieję, że Christina przyjdzie - mamrotałam, krzywo wpatrując się w szkalnkę z sokiem dyniowym.
- A ty nie jesz? - zapytał blondyn, a ja spojrzałam na jego talerz, po czym przecząco pokiwałam głową.
- Nie jedz tyle, bo będziesz gruby - dodałam, uśmiechając się złośliwie. Cóż, jak on to wszystko zje? Góra ziemniaków, kilka podejrzanych steków i jakaś sałatka.
- Za to ciebie ostatnio pomyliłem z kościotrupem. Gadałem do niego z pół godziny, a zorientowałem się dopiero, gdy ciebie, znaczy jego obraziłem. Ty już byś dawno skoczyła na mnie z pięściami, krasnoludku.
Wysłałam mu mordercze spojrzenie, po czym krytycznie spojrzałam na swój (ogromny - przytyłam!) brzuch.
- Wcale nie jestem chuda. I nie nazywaj mnie krasnoludkiem. Jestem wysoka - podsumowałam cicho, chociaż z tym ostatnim to nie była prawda. Jak na swój wiek byłam bardzo niska. A Draco (nawet wzrostem przypominał trolla) był ode mnie dużo, dużo wyzszy. W szpilkach sięgałam mu do brody.
- Dobrze, księżnicko, jesteś mała.
- Nie nazywaj mnie księżniczką! I nie jestem mała.
- Dobrze, słońce, jesteś niska.
Ugh! Czy on musi być taki upierdliwy?
- Za to ty jesteś aroganckim gburem! - warknęłam na niego, po czym obrażona wyszłam z Wielkiej Sali. Zauważyłam Mionę, która oddalała się korytarzem. W ręku trzymła jakiś kawałek papieru, który się ruszał. Zbliżyłam się do niej tarając, aby mnie nie zauważyła..
- Bu! - krzyknęłam jej koło ucha, na co aż podkoczyła, upuszczając pergamin.
- Co to? - zaciekawiona podniosłam przedmiot, po czym spojrzałam na niego. To była mapa, która pokazywała kto i gdzie się znajduję. Genialne!
- To nie moje.. - bąknęła cicho, próbując ukryć zawstydzenie - daj mi to!
Pokazałam jej język.
- Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz zawsze uczynni doradcy Czarodziejskich Psotników mają zaszczyt przedstawić Mapę Huncwotów - przeczytałam, po czym zmarszczyłam brwi.
- Oddam ci to pod warunkiem, że powiesz mi, po co ci ta mapa i kim oni są.
Czarnowłosa warknęła coś pod nosem.
- Lunatyk - Remus Lupin. Uczył nas Obrony.
Pokiwałam głową. To ten walnięty człowiek - wilkołak.
- Glizdogon - zdradził Potterów, Łapa - Syriusz Black, chrzestny Harry'ego.
- Syriusz Black? - podniosłam ze zdumieniem wzrok na Gryffonkę. Tego nie wiedziałam. Czarnowłosa pokiwała głową.
- Tak. A Rogacz - James Potter.
- Wszyscy już nie żyją - wymknęło mi się cicho.
Przez chwilę zapanowała cisza, którą przerwałam:
- Po co ci to?
Zauważyłam, jak Miona zrobiła się czerwona na twarzy. Czy ona..?
- Śledziłaś kogoś. Chłopaka! - zaśmiałam się cicho, widząc jej zmieszaną minę.
- Kto by pomyslał, że pani Prefekt będzie ludzi śledzić. Kim on jest?
Gryffonka wciągnęła ze świstem powietrze.
- Nie powiem ci.. a przynajmniej nie tutaj - dodała, widząc jak kilka osób przypatuje się nam w zaciekawieniu..
- Jasne - uśmiechnęłam się szeroko - zapraszam do mnie.
~*~
Wspólnie przemierzałyśmy Howardzkie korytarze. Powoli zbliżałyśmy się do Slytherinu.
- Nigdy jeszcze tam nie byłam.. - mruknęła cicho, jednak w jej oczach dostrzegłam dziwny błysk.
- Za to ja w Gyffindorze byłam kilka razy - wyszczerzyłam się, widząc jej zdumioną minę.
- Jak?
- Normalnie. Ten idiota - Nuvell, czy jak mu tam, kilka razy zostawił kartkę z hasłami przed wejściem. Wasz portret musiał mnie wspuścić, chociaż byłam z innego domu. Nawet macie ładnie, chociaż zbyt kolorowo - zakończyłam, widząc jej bardzo zdziwioną minę.
- Czysta Krew - mruknęłam do portretu, a ten otworzył się. Nikogo przy nim nie było, więc pewnie większość jest już w srodku.
- Nie zmieniacie hasła? - wyspnęło się czarnowłosej.
- Skąd wiesz? Mówiłaś, że nigdy tu nie byłaś!
Ponownie się zmieszała.
- Ja nie, ale chłopaki tak..
Burknęłam coś pod nosem.
- Idziesz?
- Tak - odpowiedziała, niepewnie przechodząc przez wejście. W pokoju Wspólnym byli jak zwykle chłopaki z siódmej klasy. Znowu organizowali imprezę.. z dużą ilością alkoholu.
- Salazarze - jęknęłam cicho. Znowu będe miała kaca na kilka dni.
- Malfoy! - zawołałam blondyna, który nas nie zauważył. Właśnie wspinał się po.. drabinie? I zawieszał jakieś dekoracje. Muzyka już grała, więc mnie nie usłyszał.
- O! Przyszła główna organizatorka, z jakże podobną siostrą - wyszczerzył się Alex - brunet o zielonych oczach. Był trochę niższy od Draco. Przyjaźnili się od czwartej klasy.
- Daruj sobie! - prychnęłam na niego - powiedz lepiej, że masz eliksir na kaca..
- Nie mam - przyznał, kiwając głową - ale ma go inna osoba..
- Kto?
- Malfoy.
Pokiwałam głową. Ten cham na pewno mi nie da za darmo.
- Alexander Qaweer - przywitał się z Hermioną, a ja przewróciłam oczami.
- A ty pewnie jesteś Hermiona Granger, tak? Najzdolniejsza czarownica, za czasów Roveny Rawenclow. Wybacz, Al. Wiesz, że ciebie kocham anajbardziej, msisiaczku.
Kątem oka zobaczyłam jak Miona lekko się rumieni. Co ona ma z tą twarzą?
- Idź powiedz temu kretynowi - wskazałam palcem na Draco - że ma bardziej zawieścić dekoracje w prawo, bo jest krzywo. I niech przyjdzie do mnie za półgodziny.
- Okej - uśmiechnął się i już go nie było.
- Chodź, idziemy do mnie - zwróciłam się do Miony.
~*~
- Dlaczego wszyscy są dla mnie mili? - zwróciła się do mnie, kiedy wygodnie rozłożyłyśmy się u mnie na łóżku. Przewróciłam oczami. Ta dziewczyna naprawdę nic nie kuma?
- Bo wyglądasz jak ja - mruknęłam nieskromnie - dobra. A teraz powiedz za kim szalejesz?
- Za nikim..
Znowu burknęłam coś pod nosem.
- Nie kłam, bo ci nos rośnie. Okej, będe zgadywać.. Potter?
- Nie! - odpowiedziała szybko - tylko się przyjaźnimy.
- Longbottom?
- Nie.
- EE.. Malfoy?
- Nie. Jest twój.
- Ej! - walnęłam ją poduszką - to może Zabini?
- Fuj! Nie.
- Weasley.
-..
- CO?! - krzyknęłam, prawie spadając z łóżka - zaprzecz, że to nie on!
Odpowiedziała mi cisza. Hermiona zaczerwieniła się tak mocno, że przypominała mocno dojrzałego pomidora.
- Dlaczego moja siostra umawia się z ofiarami losu? - zaszlochałam teatralnie, zasłaniając się poduszką.
- Nie nazywaj go tak.. - poprosiła cichym głosem.
- Pottera to bym jeszcze zrozumiała. Słany, bogaty no i z wyglądu niczego sobie. Taki typ bohatera.. no ale Weasley? Dziewczyno, gdzie ty masz oczy?
- Ale on jest ładny! - oburzyła się.
- Tak. Jak marchewka - zironizowałam.
Drzwi do mojego dormitorium gwałtownie się uchyliły.
- I ask why, but in my mind I find I can’t rely on myself* - usłyszałyśmy wycie blondyna, który wparował do dormitorium. Cóż, miał zamknięte oczy i wykonywał jakiś dziwny taniec, wymachując włosami. Chyba niz zauważył, że nie jestem sama. Czarnowłosa wpatrywała się w nego, jakby miał coś z głową. Moja reakcja była taka, że spadłam z łóżka, zanosząc się głośnym śmiechem.
- A-aparat, d-dajc-cie m-mi a-aparat-t - wyjąkałam ze śmiechem.
Blondyn skńczył swój zadziwiający taniec, po czym wreszcie otworzył oczy. Kiedy zobaczył Mionę, wydał z siebie coś pomiędzy kaszlem, a kwiknięciem.
- Eee.. Alex mi nie mówił, że nie jesteś sama - wyjąkał zmieszany, po czym wreszcie mnie dostrzegł.
- A ta znowu leków nie wzięła? - skomentował, kiedy ze śmiechu turlałam się po podłodze. Zauważyłam jak Hermiona kiwa głową.
- To ja już pójdę. Doończymy innym razem, okej? - i już jej nie było.
Po kilkunastu minutach wreszcie się opanowałam.
- No, ale do Chestera to jeszcze ci daleko - podsumowałam, unosząc kciuk w górę.
- Salazarze, jaki wstyd - mruknął i usiadł na łóżku - to po co mnie wołałaś?
- Znowu impreza? Z jakiej to okazji? - odetchnęłam, po czym usiadłam koło niego.
- A czy musi być jakaś okazja?
Wzruszyłam ramonami.
- W sumie nie, bo w Slytherinie tylko się pije - podsumowałam, uśmiechając się lekko.
- Słyszałam, że masz zbawienie w postaci buteleczki z ciekawą zawartością.. - przymiliłam się - a mnie takie coś bardz się przyda, wiesz?
- Wiem, ale nie ma nic za darmo..
- A czy ja coś mówiłam? - uniosłam brew w geście zdziwienia.
- Nie.
- No właśnie.
- To jaka zapłata?
Draco uśmiechnął się tym swoim sposobem.
- Przecież wiesz.
Kiwnęłam głową, po czym znowu go pocałowałam.
~*~
Niechętnie wyszłam do Hogsmeade. W dodatku było bardzo deszczowo, więc po drodze zmokłam.
Zsunęłam kaptur z głowy, po czym usiadłam koło okna, wcześniej zamawiając kawę.
- Alyss? - podniosłam wzrok. Przede mną stała młoda kobieta, w długim, szarym płaszczu. Jej rozpuszczone, rude włosy swobodnie opadały wzdłuż jej okrycia.
Kiwnęłam głową, a kobieta usiadła naprzeciwko mnie.
- Christina. To ze mną pisałaś w liście.
Ponownie kiwnęłam głową, po czym zmarszczyłam brwi.
- Jesteś wilą.. - stwierdziłam, patrząc na jej specyficzny typ urody. Uśmiechnęła się.
- Zgadłaś.. ale nie rozmawiajmy o mnie.
- Kim jest moja matka?
- Oh, Alyss, tak bardzo mi przykro..
- Dlaczego? - otworzyłam szerzej oczy, widząc jej współczujący wzrok.
- Ona zmarła. Przy porodzie.
Nie mogłam w to uwierzyć.
- Jak to? To w takim razie..
- Clara jest moją siostrą. Twoja matka przyjaźniła się z nami. Po jej zaginięciu to ja się wami zaopiekowałam. Niestety, Clara nie może mieć dzieci, dlatego na wasz widok dostawała jakiegoś.. ataku. Chociaż obiecałam, to musiałam oddać ciebie i twoją siostrę. Uwierz mi, ja naprawdę nie chciałam tego robić, ale nie byłybyście bezpieczne. Niestety nie wiem, kto jest waszym ojcem. Nadia nigdy mi tego nie powiedziała..
- Moja matka miała na imię Nadia? - zmarszczyłam brwi. Kojarzyło mi się to imię, jednak nie mogam sobie przypomnieć dlaczego.
- Wybacz, ale nie mogę już zostać. Obiecałam mojemu mężowi, że nie będe się stresować. Jestem w trzecim miesiącu ciąży.
- Gratuluje! - wymamrotałam. To znowu zaczęło mnie przytłaczać.
- Dzięki - uśmiechnęła się - zresztą chyba musisz już lecieć. Impreza niedługo się zacznie.
- Skąd wiesz?
- Mam swoje sposoby - po tych słowach rzuciła mi ostatnie spojrzenie, a następnie usłyszałam charakterystyczny dźwięk teleportacji.
__________
* - Linkin Park - By Myself
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz