Następnego dnia musieliśmy iść do McGonagall, żeby uzgodnić sprawę z (niepotrzebnym!) szlabanem. Czyli tak: mamy dwa tygodnie. Musimy przychodzić każdego dnia, od godziny dziewiątej (wieczorem) do trzeciej (chyba że wyrobimy się wcześniej..). Cóż, nie uśmiechają mi się te godziny, ale mówi się trudno.
Nie wiem, kiedy wyśpie się na kolejne zajęcia. Ale przynajmniej będę miała wymówkę - zawsze coś!
Zmuszona byłam powiedzieć Draco prawdę. Z początku nie chciał wierzyć, ale wystarzczyło, żeby pojrzał na nasz wygląd - identyczny. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, przyjął to całkiem dobrze.
Jedynie ostrzegał mnie przed nachalnymi Gryfonami ze Złotej Trójcy. Cytując jego słowa:
"Akceptuję twoją dezycję, ale ostrzegam - jeśli zobaczę, że płakałaś, przez tych.. szlachetnych idiotów, to będzie ich bolało. Obiecuję, Alyss!"
Do teraz się z tego śmieję. Nawet nie wiedziałam, że blondyn jest tak dobrym przyjacielem.
- Gotowa? - zapytał mnie, kiedy wychodziłam z Wielkiej Sali. Po kolacji mogliśmy chwilę odpocząć, by biec na szlaban. Przeklęty Filch!
- Na ucieczkę - tak. Nie mam zamiaru użerać się z tym okropnym pajacem i jego powaloną kotką - mruknęłam, patrząc w swoje buty.
- Mamy jeszcze godzinę. Cóz, jeszcze się pomyśli. Mnie też się nie usmiecha iść na to badziewie,
- To tylko kilka godzin prawdopodobnie czyszczenia kibli. Czyż nie może być lepiej - zironizowałam, przy okazji wpadając na jakiegoś nieuważnego pierwszaka. Gryffindor - oczywiście.
- Uważaj jak chodziśz, dzieciaku! - burknęłam na niego.
Chłopiec popatrzył się na mnie z wyraźnym strachem w oczach.
- P-przep-praszam - wyjąkał nie patrząc na mnie. Uciekł, zanim znowu zdążyłam na niego nawrzeszcześć.
- Nieładnie, nieładnie - zacmokał blondyn, na co zaavadowałam go wzrokiem.
- Cicho bądź.
~*~
Wspólnie poszliśmy na Błonia, gdzie usiedliśmy nad wodą. Wydawała się taka czysta i ciepła, że miałam ochotę do niej wskoczyć. Wiedziałam jednak, że to byłoby dość głupim rozwiązaniem. Między innymi dlatego, że tam są wodne potwry, naprzykład Nimfy.
- Skaczemy? - blondyn jakby czytał moich myślach. Pokręciłam wolno głową.
- Dobrze wiesz, że nie możemy. Pamiętasz, co było w trzeciej klasie? - przypomniałam sobie z nieukrywanym żalem. Jacy wtedy byliśmy głupi..
- Niestety..
Wspomnienie..
Trzynastoletni Draco z radością wyszedł na Błonia. Dzisiaj, po raz pierwszy było ciepło, odkąd skończyła się zima. Większa część uczniów także postanowiła cieszyć się ciepłem.
- Skaczemy? - zapytał blondyn do dziewczyny, która czytała książkę.
- Nie! - mruknęła zaczytana - właśnie jestem w najciekawszym momencie!
Draco miał jednak inne plany. Podszedł do swojej towarzyszki, która wcale go nie zauważyła.
- Gotowa na kąiel? - mruknął do jej ucha, po czym delikatnie wziął ją na ręce. Wykonał kilka szybkich kroków, po czym wrzucił blondynkę do jeziora. Po chwili sam wskoczył, głośno się śmiejąc.
- Jesteś nienormalny! Wiesz, że nie umiem pływać! - wrzasnęła na niego, odrzucając książkę na brzeg, żeby się nie pomoczyła.
- Przecież tu jest płytko - bronił się chłopak.
- A gdyby nie było? Dorośnij wreszcie! - zakończyła na koniec. Próbowała dojśc do brzegu, ale coś złapało ją za nogę.
- Puść mnie! Nie dość ci żartów?
- Ale to nie ja! - przestraszył się blondyn. Fatycznie, Alyss wyglądała, jakby coś chciało ją wciągnąć pod piach.
Po chwili blondynka zniknęła pod czystą wodą.
Draco atychmiast zanurkował, ale nigdzie nie mógł znaleźć przyjaciółki.
- Alyss!
- Tu jestem! - odezwała się, na drugim koncu brzegu. Nie była sama.
Draco szybko wydostał się z wody, po czym do niej dobiegł.
- Kim jesteś? - zapytał zdziwiony, widząc nieznajomą kobietę. Nie była jednak normalna. Była syreną.
- Istoty ludzkie - odezwała się postać poirytowanym głosem - psujecie mój spokój. Ostatnia szansa została przez was wykorzystana. Istoty ludzkie, jeżeli jeszcze raz przerwiecie mi mój sen, zginiecie marnie. Już na zawsze ja i moje siostry porwiemy was na samo dno jeziora. A więc nie próbujcie tego więcej. Żegajcie, istoty ludzkie - zakończyła śpiewnie rudowłosa. Dwójka uczniów stała jak sparaliżowana, dopóki syrna nie zamachała swoim ogonem i zniknęła.
- Mówiłam, że to zły pomysł?! Dlaczego ty mnie nie słuchasz?! - zakończyła trzynastolatka z ogromnym wyrzutem. Obrażona poszła się przebrać. Do blondyna nie odzywała się przez dwa dni
~*~
Chociaż dzisiaj mieliśmy z tego ubaw, to jednak jakaś cząstka strachu pozostanie na zawsze.
- Draco? - szturchnęłam go w ramię. Zasypiał.
- Co? - mruknał, głośno ziewając.
- Mamy minutę, żeby zdążyć na szlaban - powiedziałam spokojnie, patrząc na mój zegarek. Blondyn spojrzał się na mnie nieprzytomnie, po czym nagle orzeźwiał.
- No chodź! - ponaglił, ciągnąc mnie za rękę.
Gdyby był bardziej spostrzegawczy to zobaczyłby, że mamy jeszcze dziesięć minut.
Chwilę później stalismy przed gabinetem Filcha.
- Żartowałam - uśmiechnęłam się słodko w jego stronę, na co spojrzał się na mnie zaskoczony?
- Jesteś nienormalna! - burknął w moim kierunku, na co mimowolnie wzruszyłam ramionami
- Cóż, taka moja natura.
Prychnął cicho.
- Mógłbym jeszcze spokojnie pospać, ale nie! Prawdą jest, że Ślizgoni są wredni, ale ty już przesadzasz.
- I tak nikt ciebie nie pokona.
Blondyn już zamierzał coś odpowiedzieć, ale w tym smym momencie drzwi od gabinety uchyliły się, pokazując twarz starca.
- A co wy tu bachoy robicie? - warknął na nasz widok - kolejny szlaban? Świetnie! No, dalej, za mną!
Oburzyłam się cicho, krzyżując ręce. Jakiś charłak nigdy nie będzie mną pomiatał. Nie ma takiej opcji.
- Twoja aura zamienia się na czarna. Źle przewiduje twoją przyszłośc - zginiesz marnie! - wysyczał Draco tonem, który podejrzanie przypominał profesor Trelawney.
Spojrzałam się na niego głupio, na co parsknął śmiechem.
- Za dużo spędzania czasu z osobami debilniejszymi od ciebie - podumowałam, mając na mysli Zabiniego i reszty "bandy" - jak czasami ich określałam.
- Masz na myśli swoją osobę? - mruknął cicho.
Oburzyłam się, ale oczywiście nie pozwolono mi dojść do słowa.
- Zamknąć się, głupie gówniarze! - znowu zrzędliwy ton Filcha przywołał nas do rzeczywistości.
- Odwal się, kretynie - burknął Draco tak cicho, że ja go ledwie usłyszałam.
- Jesteśmy! - oznajmił nagle uradowanym głosem, na co zdziwiłam się. Ten charłak zna jakieś uczucia oprócz złości. Tego nie wiedziałam!
Rozejrzałam się dookoła. W pomieszczeniu niewiele widziałam, ponieważ panował w nim półmrok. Jedynie migocząca żarówka dawała jakiekolwiek źródło światła. Wzdrygnęłam się, gdy zobaczyłam koło siebie pajęczyne. Czym prędzej doskoczyłam do Draco, cicho piszcząc. Fuj!
- Pająka zobaczyłaś? - mruknął ze śmiechem, ale go zignorowałam.
- I co my tu mamy robić? Sprzatać? - zapytałam się głupio. Ja tego bałaganu nawet palcem nie ruszę. Nie ma takiej opcji!
- Cicho bądź, smarkulo! Gdyby dyrektor McGonagall mi pozowoliła, już dawno zrobiłbym z wami wszystkimi porządek. Na sam poczatek wystarczyłyby łańcuchy, a potem by się zobaczyło.. - końcówkę wypowiadał bardzo cicho. Chyba myśła, że go nie słyszymy. Ten człowiek jest chory spychicznie! Osoiście mogę go do Munga przenieść.
- Mówienie do siebie to choroba! - wypsnęło mi się.
- Jesteście tylko małymi robaczkami, które trzeba zgnieść.. Oh, nie będe marnował na was mojego cennego czasu. Oddajcie różdżki!
Niechętnie wypełnilśmy polecenie. Tak naprawdę miałam ochotę przyłożyć mu w tę durną łepetynę. I po minie Draco sądziłam, że ma taki sam zamiar.
Filch wyszedł z pomieszczenia wraz z zapchloną kotką, tóra warczała na nas wrogo.
- Weź mnie stąd! - burczałam do blondyna, siadając na zakurzonym stole. Oprócz kurzu wydawał sie być czysty, co było jedyną pozytywną rzeczą w tej sytuacji.
Znajdowaliśmy się w jakieś graciarni (pełnej pająków!), a co najgorze to fakt, że nie mieliśmy jedynej broni - różdżek.
- No jasne, ale co będe z tego miał?
- Buziaka - odpowiedziałam bez zastanowienia. Wiedziałam, że i tak nas stąd nie wyciągnie, więc co miałam do stracenia?
Draconowi zaświecił się błysk w oku, który dobrze znałam. Miał plan.
- Obiecujesz? - zapytał mnie, a ja wolno pokiwałam głową.
- Obiecuje.
Arystokrata uśmiechnął się, po czym sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni podłużny przedmiot.
- Skąd masz różdżkę?! - pisnęłam wysokim głosem. Przecież widziałam, jak oddał ją Filchowi!
- Od Zabiniego. Mówiłem, że cię wyciągnę, księżniczko!
W jednej chwili wszystkie rzeczy zaczęły spowrotem układać się na swoje miejsce. Z zakoczeniem obserwowałam jak pomieszczenie przechodzi metamorfozę. Teraz wszystko zaczęło się błyszczeć. Nawet poznikały pajęczyny.
- Ej, no! Ja się tak nie bawie! - mruknęłam cicho, patrząc w swoje buty, tóre wydawały się takie interesujące.
- Dobra, obiecałam.. ale nie tutaj! Jeszcze są pająki! - próbowałam przedłużyć sprawę.
Draco wzruszył ramionami, po czym szeroko się uśmiechnął.
- Nie ma sprawy. Chodźmy do mnie.
~*~
Owszem, bardzo lubię Malfoya. Jest dla mnie najlepszym przyjacielem, może nawet kimś więcej. Do teraz nie mogłam mysleć o Draco jak o potencjalnym chłopaku. Sama nie wiem dlaczego. Jednak ten rok zmienił całe moje życie. Zmienił również moje podejście do arystokraty. Zaczęło mi zależeć - bardzo. Jednak obawiam sie, że Draco tylko sie ze mną droczy. Następnego dnia powie, że spotkał kobietę swojego życia, a ja zostanę ze złamanym sercem. Naprawdę, wolę tego uniknąć.
- Co się stało? - zapytał widząc moją markotną minę.
- Nie, nic - uśmiechnęłam się, modląc, żeby\ nie wyszło zbyt sztucznie.
- To gdzie moja nagroda za uratowanie jakże kapryśnej ksieżnczki?
Oburzyłam się cicho.
- Wcale nią nie jestem!
Z cichym westchnieniem siadłam na łóżku, gdzie znajdował się blondyn. Przybliżyłam się do niego, a on uważnie śledził każdy mój ruch.
Spojrzałam mu w oczy. Resztkam samokontroli próbowałam nie zatopić się w jego szaroniebieskim spojrzeniu.
Przegrywałam.
- Na co czekasz? - szepnęłam wprost w jego usta.
Dzieliły nas milimetry.
Przegrałam swoją walkę z uczuciami.
Draco po prostu mnie pocałował.
I po raz kolejejny, i kolejny..
I przestałam myśleć.
I wszystko przestało mieć znaczenie.
I wtedy zrozumiałam - za bardzo mi zależy.
I nic, a nic mnie nie obchodziło.
I w tym momencie czułam się szczęśliwa.
Uśmiechnęłam się do siebie, po czym wtuliłam się w ramie Draco, a ten natychmiast mnie objął. Nie mówiliśmy nic - słowa by tylko przeszkadzały.
Po prostu byliśmy, chociaż w tym momencie.
Gdyby ktoś zadał mi pytanie: czy żałuję? bez wahania odpowiedziałabym: nie!
~*~
Po kolejnej godzinie przesiedzianej w ciszy, podniosłam się z wygodnego posłania.
- Zostań - poprosił blondyn, a ja uśmiechnęłam się do niego.
- Jestem zmęczona. Dobranoc.. - po czym otworzyłam drzwi, wyszłam, a zanim je zamknęłam usłyszałam tylko:
- Dobranoc, księżniczko.
Mechanicznie położyłam się spać, uprzednio biorąc gorącą kąpiel. Niczego nie żałowałam.
Chociaż wcześniej miałam wątpliwości, to w tym momenie stały się one śmieszne.
Mam tylko nadzieje, że nasze relacje nie zmienią się na gorsze. Jednak gdyby poszły w drugim kierunku, nie miałabym nic przeciwko temu..
Położyłam się, ale nie mogłam zasnąć.
Przed zapadnięciem w krainę marzeń, uświadomiłam sobie jedną, ważną rzecz.
Kocham tą aspołeczną mendę.
Bardzo.
W końcu, kiedy zasnęłam, śniłam o NIM. O tym, który skradł moje serce po raz pierwszy.
~*~
Bardzo obawiałam się poranka. Wiedziałam, że znowu go zobaczę, jednak obwiałam się jego reakcji.
- Raz wężowi śmierć - mruknęłam pod nosem, po czym z głębokim westchnieniem wyszłam z dormitorium.
Nigdzie nie mogłam zobaczyć blond czupryny, co przyjęłam ze smutkiem, ale swojego rodzaju radością.
Chcąc nie chcąc poszłam na śniadanie, nie licząc, że on tam będzie.
Był, a co gorsza - od razu mnie zauważył.
Uśmiechał się do mnie, co przyjęłam z radością. Zachowuje się jak kretynka, która zakochała się po raz pierwszy - bo właśnie tak było.
Może nie będzie aż tak źle, na jak liczyłam?
Spojrzał się na mnie z tymi swoimi wesołymi ognikami w oczach, gdy po zajęciu mojego stałego miejca ponownie go pocałowałam. Nie obchodziło mnie nic, tylko on.
Zaraz jednak można było usłyszeć wesołe głosy, oraz gwizdy:
- Nasze wężyki się połączyły!
A ja miałam to centralnie gdzieś. Jedynie Draco zareagował tym, że po prostu mnie przytulił. Ponownie po moim ciele rozeszła się fala bezpieczeństwa. Gdzie ja miałam oczy przez te siedem lat?!
Rozejrzałam się po stole Gryffonów. Siedziała tam Miona, która wpatrywała się w nas. Bezgłośnie zapytała się czy jesteśmy razem, na co również jej odpowiedziałam, nie używajac głosu:
- Chciałabym, ale nie..
Zrozumiała.
Na szczęście blondyn niczego nie zauważył, tylko jadł swoją jajecznicę, jakby to był ostatni posiłek w jego życiu.
- Przecież ci jedzenia nie zabiorę - posłałam mu współczujące spojrzenie, jescze bardziej czochając jego i tak potargane włosy.
Spojrzał się na mnie, po czym ręką zakrył talerz.
- Nie dam ci!
W tym samym czasie - stół Gryffindoru
- Alyss przyszła - mruknęła czarnowłosa dziewczyna, z uśmiechem wpatrywając się w bliźniaczkę. Harry w roztargnieniu pokiwał głową, ale nadal był pogrążony w rozmowie z Seamusem. Nie wiedziała, czy cokolwiek usłyszał.
Większa część domu Lwa z buczeniem przyjęła fakt, gdy Alyss i Draco się pocałowali. Niektórzy rzucali złośliwe uwagi.
- Oh, opanujcie się wreszcie! Jesteście dziećmi, czy jak?! - warknęła, na widok zachowania jej znajomych.
Jej siostra była szczęśliwa - i tylko to się liczyło. Nie ważne, że w tym zadufanym dupku. Cóź, jej sprawa.
- Jesteście razem? - zapytała bezgłośnie, kiedy Alyss spojrzała na nią. Widziała jak odpowiada jej przecząco, na co skrzywiła się. Wiedziała, że jej bliźniaczka potrzebuje porady. Koniecznie musiała z nią pogadać..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz