Z Hermioną spotykałam się regularnie. Zawszę w grę wchodziły wieczory, ale Draco (tak jak znajomi Miony) zaczęli coś podejrzewać, więc musiałyśmy na razie odpuścić. Czasami sama w to nie wierzę, że z największych wrogów stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami. Nie wiem, dlaczego wcześniej uważałam ją za mądralińską kujonkę. Tak naprawdę jest to symaptyczna dziewczyna, z którą można porozmawiać na wszystkie tematy.
Trudno było mi ją zywzywać, gdy mijałyśmy sie korytarzami. Ale często byłam to tego zmuszona, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Od jakiegoś czasu Draco też się dziwne zachowuje. Mało mówi, i nie chce ze mną gadać. To bardzo do niego nie podobne.
Będę musiała spędzić z nim więcej czasu, chociaż to jest aspołeczny kosmita, który przypadkiem trafił na Ziemię.
- Draco! - zawołałam go, kiedy znowu chciał gdzieś uciec. Właśnie skończyła się kolacja w Wielkiej Sali, a arystokrata znowu chciał się gdzieś zaszyć. Jak on mnie tym denerwuje!
- Co tam?
- Nie udawaj - burknęłam na niego zła.
- Od kilku dni chodzisz jak połamany, a w dodatu nie chcesz ze mną gadać. Przez ciebie jest mi bardzo, bardzo smutno.. - spojrzałam się na niego, a ten przewrócił oczami.
- Bo mi nie powiedziałaś! - fuknął na mnie obrażony.
Zamarłam.
- O czym? - zaczęłam powli. Czyżby mnie szpiegował? Dowiedział się..?
- Mogłaś mi chociaż powiedzieć, że masz chłopaka, ale nie.. - mruknął, nie patrząc na mnie. Widząc mój zaskoczony wzrok, dodał:
- Widzę, jak wymykasz się wieczorami.
Pacnęłam się ręką w czoło. Bogowie, ten debil ubzdurał sobie, że mam chłopaka! Jakim on musi być temapkiem..
- Co? - zaśmiałam się nieco sztucznie.
- Mówiłam ci, że zaprzyjaźniłam się z taką jedną. Nie znasz.
- Jasne. Już dawno byś mi o tym powiedziała.
- Słuchasz mnie? - warknęłam na niego. Powoli w okół nas zebrała się grupka gapiów, a ja nie lubię, jak ktoś podsłuchuję moją prywatną rozmowę.
- Ludzi nie widzieliście?! A kto ja jestem, kosmita? No, w sumie was rozumiem. Ja to jestem normalna, ale ten obok mnie?
Po czym wyszłam z "zebrania" mając dumnie uniesioną głowę. Kiedy minełam się z Mioną puściłam jej perskie oko, po czym jak gdyby nic szybkim krokiem opuściłam dość zatłoczony korytarz.
Wiedziałam, że rozmowa z Draco nie jest jeszcze skończona. Ale ja nie mogę wyznać mu prawdy..
~*~
Aż do kolacji w Wielkiej Sali przesiedziałam w jakieś pustej klasie. Na szczęście nikt mnie nie znalazł, bo potrzebowałam chwili dla siebie.
- Cześć - mruknęłam cicho do Draco, kiedy zajęłam swoje miejsce. Blondyn spojrzał się na mnie kątem oka, jednak nic nie odpowiedział. Prychnęłam cicho i usiadłam tak, że byłam do niego odwrócona plecami. Nie mam ochoty nawet na niego patrzeć. Włożyłam sobie trochę sałatki i dyniowy sok, ale nawet tego nie mogłam w spokoju zjeść.
- Proszę o ciszę! - usłyszeliśmy głos McGonagall. Znowu dyrektorka będzie przemawiać.
- Chciałabym, żeby po kolacji do mojego gabinetu przyszły: Hermiona Granger i Alyss Elison, myślę, że hało będziecie znały - dodała tajemniczo. Po Sali przebiegły zaskoczone szmery, na co zaskoczona odpowiedziałam.
- Ale co ja znowu zrobiłam?! - oburzyłam się, co wszyscy dobrze usłyszeli - Ja nie mogę dostać kolejnego szlabanu, bo mam jeszcze zaległy! - burknęłam obrażona. Większość wpatrywała się we mnie z szokiem i niedowierzeniem, a stół Ślizgonów zatrząsł się z nieukrywanego śmiechu. No co?
Widziałam, że Draco delikatnie szturcha mnie w ramię, ale kompletnie go zignorowałam.
- Alyss..
- Nie odzywaj się do mnie! - warknęłam na niego, po czym szybko wstałam z miejsca i niechętnie poszłam w kierunku gabinetu. Po chwili usłyszałam kroki.
- Miona, co się stało? - zapytałam, kiedy dziewczyna zrównała ze mną krok. Ta w odpowiedzi jedynie wzruszyła pytająco ramionami.
- Hasło będziemy znać.. nie rozumiem - mruknęła cicho szatynka, krzyżując ręce. Właśnie stałyśmy przed gargulcem.
- Ciasteczka, przesłodzone mysie - pysie, spruchniałe orzeszki, stare dropsy, czysta krew, idiotyczne malinki - wymieniałam po kolei, ale posąg ani drgnął.
- Czysta krew? - szatynka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- No, nasze hasło - przyznałam, uśmiechając się lekko.
- Co? To wy nigdy go nie zmieniacie?
Zamurowało mnie lekko. Skąd ona o tym wie?
- Słucham?
- Powiem ci przy okazji - zaśmiała się, po czym wytknęła język. Zaraz jednak spoważniała.
Jakie jest hasło?
- Poddaje się!
Chwilę stałyśmy w bezruchu, ale w końcu mnie olśniło.
- Siostry - wykrzyknęłyśmy jednocześnie, a kiedy posąg odskoczył w bok, to przybiłyśmy sobie piątkę.
Pełne obaw weszłyśmy do środka, uprzednio pukając.
~*~
- Więc o co chodzi? - usiadłyśmy na szerokiej sofie wskazanej przez dyrektorkę. Ta jednak milczała, ale patrzyła się na nas.. ze współczuciem?
Co oni wszyscy powariowali?
- Ale naprawdę ja nic nie zrobiłam! Ten szlabam z Fil..ee z panem Filchem już wystarczy. To nie moja wina, że Parkinson sporowadziła alkohol. Tak naprawdę to wcale.. no może troche piłam, ale to Malfoy! On mnie zmusił, byłam pod przymusem - wymieniałam wszystko, co przychodziło mi do głowy. Dopiero potem zdałam sobię sprawę, że nie powinnam mówić takich rzeczy..
Przerwało mi ciche chrząknięcie McGonagall i nieśmiały chichot Miony. Zakłopotałam się lekko, ale starałam nie dać po sobie tego poznać.
- Ups.
- Nie jesteśmy tutaj same - odezwała się w końu dość słabym głosem dyrektor, i wtedy dostrzegam jeszcze jedną postać, która prawie siedziała na końcu pomieszczenia. Niestety, nie mogłam dostrzec jej twarzy.
Spojrzałysmy z Hermioną po sobie.
- Może nam pani wytłumaczyć? - odezwałyśmy się jednocześnie, na co dyrektorka uśmiechnęła się lekko. Zaraz jednak spoważniała.
- Jest z nami wasza matka.
Zbladłam, a po chwili zrobiło mi się słabo. Szatynkę widocznie coś przyblokowało, bo przymknęła oczy.
- Córeczki.. - odezwała się postać, wolno do nas podchodząc. W pomieszczeniu było dość jasno, żebym mogła przyjrzeć się jej twarzy. Taka podobna do mnie..
- Nie! Nie masz prawa nazywać się moją matką! Mam innych rodziców, a ty mi tego nie odbierzesz! - wrzasnęłam, wycofywując się w kierunku drzwi. Przypomniałam sobie o Hermionie która jakby otrzeźwiała i szybko podniosła się z miejsca, zrównując się ze mną.
- Możemy wyjść? My nie znamy tej kobiety - odwarknęłam zimno, mimowlonie cofajac się, kiedy mama podeszła do nas.
Chociaż minęło niecałe pięć minut, to już miałam dość widoku tej kobiety. Kobiety, która zniszczyła większość mojego życia.
Teraz tylko chcę o niej zapomnieć.
- Alyss, proszę cię..
- Teraz mnie prosisz? - zaśmiałam się zimno - Po siedemnastu latach? Trochę późno, nie sądzisz?
Przez chwilę zapanowała nerwowa cisza.
- Porozmawiacie trochę później - zwróciła się stanowczo w kierunku kobiety, dyrektorka.
- Mionuś, chodź - jęknęłam i trzymając się za ręce wyszłyśmy z pokoju.
- Nienawidzę jej! Nie chę jej znać - szeptałam cicho, zsuwając się po zimnej ścianie. Usłyszałam swoje imię? Zaraz, czy to nie Draco? A to dwójka szlachetnych Gryfonów?
- Zobacz, ktoś sobie o mnie przypomniał - jęknęłam zgryźliwie nie patrząc w kierunku nowo przybyłych
- Powiedz, że mamy ich gdzieś, nie chcę ich tutaj - burknęłam, doskonale wiedząc, że mnie słyszą.
- Potwierdzam - usłyszałam głośne jęknięcie, na co zaśmiałam się, bez cienia wesołości w głosie
- Alyss, słońce, co ci się stało? - jęknął Draco, widząc mój ogólny stan zdrowia. Fakt, wyglądałam jakbym przeżyła najgorszy koszmar.. bo właśnie tak było.
- Możecie odejść? Nasze życie właśnie zmieszało się z błotem - odezwałyśmy się równocześnie. Cicho, bez żadnych emocji.
- I nie słońcuj mi tu - warknęłam
- Co? - nie rozumiał Weasley, głupi ćwok.
- Jajco - burknęłam na niego.
Usłyszałam jak drzwi od gabinetu otworzyły się. Potem było słychać kilka szybkich kroków i gargulec znowu odskoczył w bok.
- Nie! - znowu jęknęłam, wyciągając ostrzegawczo różdżkę. Podniosłam się z miejsca i stanęłam koło zdziwionego Draco.
- Koszmar dopiero się zaczyna - mruknęłam do trójki, która (oprócz blondyna) ustała za nami.
Zza kamiennych schodów wyjawiła się postać naszej matki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz