piątek, 3 października 2014

Księga 3

Czy ona nie może dać nam spokoju? Przez siedemnaście lat o nas nie pomyślała, a teraz nagle zaczęły ją dręczyć wyrzuty sumienia?

Czy to kolejny, głupi dowcip? Znowu zamierza nas zostawić?

- Alyss, możemy porozmawiać? - szepnęła stojąc przed nami.

Dlaczego ona musi być taka podobna?

- Ej, czy to nie.. - zaczął blondyn, mocno się nad czymś zastanawiając.

- Tak - mruknęłam ponuro - to niestety moja matka.

Ponownie zapadła cisza, podczas której patrzyłam w matce wyzywająco w oczy. Co ona sobie pomyślała? Że jak się zjawi, to rzucimy jej się w ramiona i wszystko wybaczymy? Przecież to dla nas zupełnie obca osoba!

- Dobra - burknęłam, niechętnie idąc w kierunku korytarza - możemy porozmawiać. Ale nie obiecuj, że coś się zmieni

~*~

- Dlaczego?

Zapytałam w jej kierunku, kiedy usiadłyśmy na moim łóżku. Tylko my dwie, nikogo więcej. Hermiona jest zbyt wrażliwa na takie rozmowy, więc..

- Przepraszam - odpowiedziała chyba szczerze. Nieco mnie zaskoczyła.

- Dlaczego? - powtórzyłam uparcie.

Muszę wiedzieć. Chociaż to.

Przez chwilę zapadła cisza, jednak zaraz została przerawana przez delikatny stukot sowy, która dobijała się do okna. Pod spojrzeniem matki otworzyłam jej, po czym ostrożnie odebrałam list. Ptaszysko wyleciało, nie czekając, aż napiszę odpowiedź. Nawet nie patrząc na nadawcę, rzuciłam go na stolik.

- Byłam jeszcze młoda - zaczęła nieoczekiwanie swoją opowieść - kiwnęłam głową na znak, że słucham.

- Uczyłam się tutaj w Hogwarcie..

~*~


- Clarissa Rasselia - niska szatynka wyszła na środek Wielkiej Sali. Już na pierwszy rzut oka była strasznie zdenerwowana. W końcu Ceremonia Przydziału jest ważnym wydarzeniem.

Owa Clarissa usiadła na niskim taborecie. Jakiś młody profesor założył jej za duża czapkę, która natychmiast spadła jej na oczy.

- Jesteś wyjątkową czarownicą, moja droga - usłyszała w swojej głowie - masz w sobie duży potencjał. Bardzo dzielna, oddasz za przyjaciół życie. Jesteś bardzo mądra, na pewno będziesz się wyśmienicie uczyła. Ale jest w tobie coś niepokojącego. Dlatego..

- SLYTHERIN! - wydarła się Tiara. Dziewczynka z wielkim uśmiechem dołączyła do radosnych znajomych z jej domu. Właśnie na to liczyła.

~*~

- Clara! Czekaj! - usłyszała, gdy wracała z kolacji. Odwróciła się. Przed nią stał Sylvain, najlepszy przyjaciel z jej Domu.

Przyjaźnła się z nim od pierwszych dni szkoły. Teraz kończy siódmy rok, a ich znajomość jeszcze bardziej się pogłebiła.

- Tak? - zapytała, nagle uśmiechając się.

- Muszę ci coś powiedzieć. Ale to bardzo ważne..

~*~

- Jestem w ciąży - wyznała, a po jej twarzy popłynęły pierwsze łzy - z tobą!

Sylvain nagle odwrócił się. Po jego twarzy widać było wściekłość, pomieszaną z niedowierzeniem.

- Nie! Nie chcę tego dziecka, rozumiesz?! Właśnie skończyłem Hogwart, jestem jeszcze za młody. Najlepiej o mnie zapomnij. Nie zobaczysz mnie już nigdy więcej. Przepraszam cię, Clara. Nigdy nie chciałem cię zranić..

~*~
- A potem musiałam was zostawić - dokończyła smutnym głosem. Ja już dawno płakałam, ale nie starałam się tego ukryć.


- I co? Zostawił cię? Po tym wszystkim, co przeszliście? Po siedmiu latach? - szepnęłam w jej kierunku. Ta historia bardzo mną wstrząsnęła. Nigdy bym nie pomyślała, że..

- Tak - przerwała, po czym wstała z zielono-srebrnego posłania.

- Lepiej bedzie jak już pójdę - uśmiechnęła się bez zadowolenia - dam wam czas. Alyss, uwierz mi, ta dezycja nie była łatwa. Zrozum, ja nie mogę sobie wybaczyć!

Westchnęłam, po czym potarłam głowę, która nagle mnie rozbolała. Potem będę musiała wybrać się do Skrydła Szpitalnego..

Nie powiedziałam nic, tylko patrzyłam, jak ona wychodzi z mojego pokoju. Kiedy wyszła, rzuciłam się na łóżko.

- Salazarze - mruknęłam do siebie.

Jak dobrze, że jutro jest sobota, więc nie muszę nigdzie wychodzić. Mam skrzata do dyspozycji, więc umarcie z głodu mi nie grozi.
~*~
- Alyss, otwórz wreszcie! - usłyszałam zniecierpliwiony głos blondyna. Dobijał się z kilkanaście minut, ale nie otworzyłam. Nie chcę mi się z nim gadać.

- Zostaw mnie - burknęłam w kieruku drzwi.

- Nie! Powiedz mi wszystko, bo nic nie rozumiem.. - jęczał, jakby ktoś walił go tłuczkiem, po jakże pustym łbie.

- Sprawdź czy cię nie ma u siebie - warknęłam, po czym zaklęciem wyciszyłam drzwi. Już drugi dzień mam straszliwą migrenę. Próbowałam już prawie wszystkich leczniczych środków z domowej apteczki, ale żaden nie pomógł. O odrobieniu lekcji mogę jedynie pomarzyć.

- Dajcie wy mi święty spokój. Dzisiaj mam wolne. O! - mruczałam sama do siebie, chodząc z kąta w kąt.

Zaraz przypomniało mi się o liście.

- No, gdzie ja to włożyłam - grzebałam w dość dużym stosie papierów, jednak najważniejszego oczywiście nie było. Od jutra sprzątam w tym pokoju. Po chwili puknęłam się w głowę.

Wyjęłam różdżkę i za pomocą zaklęcia Accia przywołałam kopertę. Przyjrzałam jej się uważnie, ale nie zauważyłam niczego niezywkłego. Spojrzałam w dół listu.

Zmarszczylam brwi.

List był od niejakiej Christine Greogia, której wcale nie znałam. Po co oba osoba miałaby do mnie napisać?

Pomyliła się?

Z cichym westchnieniem rozerwałam kopertę. Wypadł z niej starannie złożony list i zapakowane pudełeczko.

Zaczęłam czytać:
Alyss!

Pewnie zdziwisz się, widząc mój list. Cóż, nie znamy się osobiście, ale wiele o Tobie słyszałam.

Wiem, że odnalazłaś matkę. Nie pytaj skąd to wiem, na pewno nie od Clary. Ona nie ma z tym nic wspólnego.

Zacznę od tego, że Twoja matka nie jest tą osobą, za którą się podaje. Sama poznałam ją osobiście i wiem, do czego jest zdolna. Oszukiwała nas przez wiele lat, a ja nic nie mogłam zrobić. Nikt mi nie uwierzył.

Zanim jednak cokolwiek Ci wyłumaczę, dobrze by było, gdybyś wiedziała, kim jestem. Nazywam się Christina i jestem siostrą Clary. Tak, tej samej. Ona nie jest Waszą matką. Zapewnie zauważyłaś podobieństwo, ale to tylko proste zaklęcie.

Teraz niestety muszę przejść do właściwego celu tego listu. Tak naprawdę Twój (i Hermiony) wygląd, to tylko iluzja. Gdy byłyście małe, to Clary rzuciła na Was zaklęcie. Jego formułka to Airego. Znam również odwrotność - Aireno. Jeżeli kiedykolwiek chciałabyś wrócić do dawnego wyglądu, to wystrczy powiedzieć przeciwzaklęcie i wskazać różdżką na siebie. Nie jest to trudne, dlatego powinnaś to opanować. Wiem, że Ci się uda.

Chciałabym Ci wszystko wytłumaczyć, ale niestety, nie mogę. Obiecałam komuś, że nikomu o tym nie powiem. Do mojego listu wysyłam kopię zdjęcia, dzięki któremu powinnaś mi uwerzyć.

Trzymaj się,

Christina

Wiedziałam! Wiedziałam, że zawsze nieszczęścia chodzą parami. Otworzyłam pudełko, z którego wypadło zdjęcie. Przedstawiało one moją matkę i jej siostrę. Podobieństwo rzeczywiście było uderzające, ale..


- Dlaczego nie mogę mieć ani dnia spokoju? - mruknęłam odrzucając ruchomą fotografię na drugi koniec pomieszczenia.

Postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście mój wygląd jest "nieprawdziwy". Stanęłam koło lustra, a następnie wypowiedziałam zaklęcie. Głos mi lekko drżał, zdradzając moje zdnenewowanie.

Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, to nie mogłam uwierzyć.

Osoba, która stała naprzeciwko mnie, z pewnością była kimś innym.

Zupełnie innym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz