Od rozpoczęcia roku szkolnego minęły niecałe dwa tygodnie, a ja już mam dość. Czy na każdym kroku muszą stać jakieś przeszkody? I czemu to dotyczy właśnie mnie?
Dzisiaj kolejny raz przeglądałam się w lustrze. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do mojego nowego wyglądu.
Jeszcze wczoraj miałam średniej długości włosy, koloru blond. Dzisiaj ich wielkość sięga do pasa. Kolor zmienił się na czarny. Do tego kształt i wygląd twarzy też jest o wiele lepszy (moja skromność sięga do bardzo wysokiego poziomu). Mogę z czystym sumieniem przyznać, że wyglądam na Ślizgonkę.
Nikomu się jeszcze nie pokazywałam. Jak przyjmą to do wiadomości?
Dzisiaj jest niedziela, więc od jutra muszę chodzić na zajęcia.
Pisałam z Mioną. Ona również zmieniła wygląd, ale nie chce siebie opisać. Tak jak ja zaszyła się w swoim prywatnym dormitorium. Wszystko wskazuje na to, że obie zrobimy wielkie wejście. Może będziemy do siebie podobne?
W każdym razie musimy poczekać. W pewnym sensie nie mogę doczekać się, co powie Draco..
~*~
- Gotowa? - zapytała mnie Miona z uśmiechem, kiedy stałyśmy pod Wielką Salą. Wyglądałyśmy zupełnie jak bliźniaczki! Nwet ubranie miałyśmy podobne: czarna koszulka z białym napisem, do tego zwykłe dżinsy.
Pech chciał, że musiałyśmy spóźnić się na śniadanie. Aktualnie wrota były zamknięte, więc wszyscy byli już w środku, oprócz nas, oczywiście. W sumie dlaczego to mnie nie dziwi? Tam gdzie ja, tam musi być szum. To jest pewne tak jak to, że kłopoty pchają się do mnie drzwiami i oknami, chociaż ja o to nie proszę.
- I tak przefarbuje włosy na czerwono - mruknęłam cicho. Hermiona spojrzała się na mnie dziwnie, po czym sprawnym ruchem przekręciła klamkę. Mruknęłam cos pod nosem.
Popchnęłam drzwi do przodu, a kiedy się owtorzyły, to wspólnie weszłyśmy do środka.
Oczywiście chwilę później wszystkie rozmowy ustały, a prawie wszyscy wpatrywali się nas jak w kolejny cud świata.
Reszta miała nas gdzieś, za co byłam im pierwszy raz wdzięczna.
- No, chyba ludzi nigdy nie widzieli - podsumowałam, teatralnie wzdychając.
Każda z nas spokojnie podeszła do swojego stołu, żeby ku jeszcze większej sensacji zająć się w spokoju śniadaniem.
- Cześć - mruknęłam do blondyna, kiedy zajełam swoje miejsce. Najpierw spojrzał się na mnie, a potem jego oczy zrobiły się jeszcze większe.
- To ty, czy to nie ty? - mruknął na mój widok.
Uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że ja, idioto.
Draco burknął coś pod nosem, po czym na nowo zajął się swoim śniadaniem.
- Szo uuy sze szoboo szlobilasz? - zapytał z pełnymi ustami, na co skrzywliłam się z niesmakiem.
- Powtórz to, bo nie zrozumiałam.
- Co ty zrobiłaś z włosami? - ponownie zapytał, zabawnie marszcząc brwi. I dlaczego Granger wyglada TAK SAMO jak ty? To kolejny dowcip, bo zaczynam nie kumać..
- Lekko je.. zmieniłam - przerwałam jego rozkminy - zresztą nie chce mi się wyjaśniać. Jestem głodna. Później ci wszystko powiem.
Westchnęłam, wiedząc, że czeka mnie kolejna, ciężka rozmowa.
- Wiesz co?
- Co?
- Wyglądasz tak bardzo Ślizgońsko..
Wyszczerzyam się.
- To chyba dobrze, nie?
Pogadaliśmy jeszcze przez chwilę, gdy ktoś nieoczekiwanie przerwał mi wpół słowa.
- JESTEŚ IDIOTKĄ, MIONA! JAK MOGŁAŚ!? - wrzesczał ten kretyn, Weasley. Spojrzałam się na niego, a potem na Hermionę nic nie rozumiejąc.
Większość obecnych widocznie postanowiła popatrzeć, na nigdy nie kłócąca się Trójcę, bo przypatrywali im się w milczeniu.
- JA JESTEM IDIOTKĄ?! SPÓJRZ NA SIEBIE! - wrzasnęła czarnowłosa, na co mimowolnie uśmiechęłam się. Kiedyś nigdy by nie odpowiedziała, tylko uciekła. Muszę nieskromnie przyznać, że to ja ją do tego doprowadziłam. Z grzecznej dziewczynki nabrała trochę charakteru.
Brawo, Alyss, właśnie zaczęłaś demoralizować własną siostrę!
Po krótkiej wymianie zdań, której niestety nie usłyszeliśmy, Miona wybiegła z Sali.
Wymieniłam spojrzenia z blondynem, a ten zaczął się śmiać.
- Wygląda na to, że Złota Trójca zaczyna się rozpadać! Oj, to było takie piękne! - parsknął cicho, na co natychmiast oburzyłam się.
- Daj już spokój. To nie jej wina, że to rude paskudstwo nie myśli. On jest jakiś niespełna psychicznie!
Burknęłam, wstając z miejsca.
- A ty gdzie?
- Do Miony, oczywiście - odpowiedziałam, lekko wzruszając ramionami.
- Co? Chyba nie masz zamiaru trzymać się z Gryfonami? Alyss, no! Bądź Ślizgonem!
Ponownie burknęłam coś pod nosem.
- Jestem Ślizgonem, Draco. A to, że całkiem dobrze dogaduje się z własną siostrą, to powinieneś umieć szanować. Nie moja wina, że jest z innego domu. Wcale mnie to nie interesuje! - odwarknęłam, po czym dumnym krokiem wymaszerowałam z pomieszczenia, wcześniej zakładając torbę na ramię.
~*~
Wiedziałam, że Hermiona prawdopodobnie czeka przed salą do Transmutacji. Nie pomyliłam się i tym razem.
- Mionuś! Nie przejmuj się tym idiotą - powiedziałam, gdy usiadłam koło niej przed drzwiami. Chociaż śniadanie się już prawie skończyło, to byłyśmy tylko my dwie. Widocznie nikt nie miał zamiaru czekać. Nawet dobrze - mogłyśmy w spokoju prozmawiać.
Mam tylko nadzieję, że Draco znowu za mną nie przyjdzie. Może znowu ten przygłup Zabini zacznie nawijać o Qudditchu.
- Nie przejmuje się - zapewniła mnie, na co jej uwierzyłam. Nie widać było, żeby płakała. Dobry znak.
- Jak on mógł tak powiedzieć? Przyjaźnimy się od ponad siedmiu lat! - westchnęła cicho, rozsuwając zamek torby. Wyjęła z niej książkę do Transmutacji (poziom zaawansowany), po czym jak gdyby nic zatopiła się w jakże nieciekawej lekturze.
Chociaż nie dawała po sobie poznać, to wiedziałam, że ją boli.
- Będzie dobrze. Weasley to przygłup, jakich mało.
Uśmiechnęłam się do niej, co niechętnie odwzajemniła. Powoli korytarz zaczął się zapełniać. Zerknęłam na zegarek, wiszący koło drzwi - za pięc minut lekcja. A my po prostu siedziałyśmy pod salą, nie zważając na spojrzenia pełne zdzwienia, szoku, a nawet radości.
Przymknęłam oczy. Nagle zachciało mi się spać.
- Bu! - krzyknął mi ktoś do ucha, na co przestraszyłam się. Oczywiście "pan" Malfoy postanowił mnie przestraszyć, no bo jak by inaczej?
Spojrzałam się na niego jak na debila, zanim odpowiedziałam.
- Spadaj na drzewo prostować banany.
Hermiona odłozyła książkę, i z nieodgadnionym wyrazie twarzy obserowała sytuację.
- Sądzisz, że jestem małpą? - odpowiedział na pozór spokojnie.
- Nie - odpowiedziałam - bardziej przypominasz wyrośniętego szympansa - dodałam z wrednym uśmieszkiem.
Widziałam, jak szybko wciąga powietze. Zaraz jednak się opanował.
- Cóż, ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem nachalnym paranoikiem, który przypomina trolla po wyjatkowym zaklęciu tną.. - nie zdążył dokończyć zdania, kiedy wściekły głos mu przerwał.
- Panie Malfoy! Minus pięć punktów za obrażanie koleżanki - usłyszeliśm McSztywną, stojąc przed nami - i w dodatku szlaban z panem Filchem. Przez tydzień.
Draco wydał z siebie coś pomiędzy piskiem, a kwinięciem. Zaśmiałam się paskudnie.
- Biedny Dracuś, jak mi cię szkoda..
-.. a panna Alyss ci pomoże - usłyszałam uddalający głos profesorki.
- Ale ja nic nie zrobiłam?! Malfoy, ty parszywa świnio - burknęłam w jego kierunku.
Następnie podniosłam się z zimnej podłogi, ciągnąc za sobą rozbawioną Mionę.
- A ty wiedźmo, z czego się cieszczysz? - mruknęłam, wchodząc do klasy. Na moje nieszczęcie ponownie usłyszała to McGonagall.
- Wypraszam sobie! - oburzyła się - Minus dziesięć punktów dla Slytherinu.
- Ale to nie było do pani, tylko do Granger - jęknęłam, ale zamiklłam widząc Mionę, która pokazywała, żebym się zamknęła. Niechętnie to uczyniłam, siadając na końcu pomieszczenia.
Chwilę potem dołączył do mnie Draco.
- Nie jestem parnoiczką - warknęłam w jego kierunku, a moje oczy pociemniały. Doskonale wie, że boję się tych wszystkich pająków i innych obleśnych stworów.
- Jesteś, pajączku - szepnął w moją stronę, na co próbowałam zepchnąć go z krzesła.
Całość oczywiście musiała zauważyć siwowłosa.
- Dwa tygodnie szlabanu. Obaj.
Jękneliśmy.
Dwa tygodnie z tym upierdliwym zgredem
- Nie ma szans - burknęłam, bawiąc się pergaminem. Co chwilę zwijałam go i rozwijałam.
- Bardzo kreatywne zajęcie - wyszczerzył się Draco, widząc moje poczynania.
Ochoczo przytaknęłam.
- Bardzo rozwijające, wiesz?
- Proszę o ciszę! - krzykneła profesorka. Widocznie nie tylko my mieliśmy gdzieś lekcję.
- Dobrze. Skoro wam się nudzi, to ze zwykłego piórka macie zrobić żabę. Zaklęcie doskonale znacie, więc do roboty!
Usłyszeliśmy zrzędliwy głos. Klasa cicho jęknęła, kiedy każdy dostał piórko, które pojawiło się znikąd.
Po kilku próbach z niebieskiego pióra wyszła mi jasnoniebieska żaba.
Śliczna.
Widziałam jak reszta klasy (oprócz Hermiony, oczywiście) nadal męczy się nad zadaniem.
- Może byś mi pomogła? - usłyszałam zaczepny głos blondyna.
- Nie.
Odpowiedziałam szczerze, ale widząc jego smutną minę zrezygnowałam.
- Wisisz mi Ognistą - mruknęłam cicho w jego kierunku.
- No źle machasz tą różdżką! - warknęłam na nego, po nieudancyh próbach. Salazarze, co za osioł.
- Zaraz mi wybijesz oko!
Po kilku próbach wychodziło mu nawet (o zgrozo!) zdeformowane żabo-podobne coś. Zawsze to jakiś postęp, nie?
Reszta lekcji minęła dość spokojnie. W dobrych humorach niechętnie poszliśmy na Historię Magii.
~*~
Zasypiam - pomyślałam, co chwila ziewając. Większość już zasnęła, więc było słychać ciche pochrapywania i monotonny głos profesora Binnsa. Co chwila szturchałam Draco w ramię. Tak po prostu - z nudów.
- Czy możesz przestać? - zirytował się - Próbuje słuchać!
Parsknęłam śmiechem, szybko zasłaniając usta. Nie chciałam, żeby reszta znowu na nas patrzyła jak na idiotów z innej galaktyki.
- Słuchać? Chyba spać! - zachchotałam, kładąc głowę na stolik. Strasznie niewygodna pozycja. Dlaczego szkolne stoliki muszą być takie twarde?
Ziewnęłam.
Po chwili poczułam, jak ktoś delikatnie (o ile to możliwe) ciągnie mnie za włosy. Warknęłam cicho - nienawidzę tego uczucia.
- Wara od włosów - mruknęłam nawet nie patrząc kto to robi. Wiadomo, że te upierdliwy ćwok. No bo kto inny?
- Nie. Nudzi mi się - zaśmiał się cicho, wciąż bawiąc się moimi puklami.
- No zostaw mnie, leniwy leniwcu - jęknęłam w jego kierunku, momentalnie odwracając się. Dlaczego on musi być taki.. taki uciążliwy?!
- Leniwy leniwiec - powtórzył, unosząc brwi - wow, bardzo oryginalne określenie. Coś jak masło maślane? No wiesz, takie bez sensu.
Pokwiałam głową.
- Mhm, coś w tym stylu - wzruszyłam ramionami - jakbyś nie wiedział, to moje zachowanie odbiega od normy. Ale ja nie jestem aspołeczna.. jak niektórzy w tym otoczeniu..
Spojrzałam się na niego wymownie, na co prychnął.
- Ja jestem aspołeczny? Ja?
Ponownie kiwnęłam głową.
- Bardzo. A teraz dobranoc - nie zważając na jego oburzoną minę położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy.
- Nie za dobrze ci? - mruknął cicho.
- Nie. Jesteś trochę niewygodny, ale da się przeżyć - zaśmiałam się, głośno ziewając.
- Weź ze mnie przykład i się połóź, a nie marudzisz.
- Ja marudzę? To ty gadasz.
Burknęłam cicho.
- Idź spać, głąbie.
Po niecałych pięciu minutach Morfeusz zabrał mnie w swoje objęcia.
Przez sen uśmiechnęłam się, gdy Draco mnie objął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz